Już
przestałam czuć smutek. Nie czułam już nic, prócz rozdzierającego poczucia winy. Przyjaciele musieli mnie zostawić, nie mam im tego za złe. Oni
pracują. Pewnie pomyślicie, że to głupie mieszkać wciąż w starej siedzibie
zakonu Feniksa, ale cóż. Jest to lepsze od mieszkania z rodzicami. Nie mieszkam
tu sama. Mimo tego, że większość osób, która tu żyła, już nie żyje. Mieszkam z Ronem,
Harrym i Ginny, których aktualnie nie ma oraz Malfoyem. Harry i Ginny niedługo
przeprowadzą się do nowego domu. Zostanę tu sama z Malfoyem i Ronem, bardziej
niezręcznie już nie mogłoby być. Draco stoczył się tak samo, jak ja. Nie może
mieszkać już w pięknej willi rodziców i tak samo, jak ja nie może znaleźć pracy. Przechodząc koło siebie wymieniamy pełne zrozumienia spojrzenia.
Ron widzi, ale on nie rozumie, on tak tego nie przeżył. A Malfoy… to co innego.
Rozumie, czuje i przeżywa to samo, co ja. Czasem tylko to mnie jeszcze trzyma
przy życiu. Ciężko było mi to przyznać, nawet przed sobą. Żeby Malfoy, ten
MALFOY trzymał mnie przy życiu?! Coś jest nie tak. Ale potem zrozumiałam, tak
bardzo się różnimy, że wojna zadziała na nas tak samo. To tak jak w mugolskiej
matematyce: on był na minusie, ja na plusie, po czym obaj przez wojnę zostaliśmy
zerami. Teraz ani ja nie jestem ta dobra, ani on ten zły. Wiem, że nie tylko ja
to czuje. Po zerwaniu z Ronem, wiele się nie zmieniło, prócz tego że sypiam
sama. Wciąż się mną opiekuje, uważa że to jego obowiązek. Doszłam do wniosku, że nie mam depresji. DEPRESJA to za słabe słowo, żeby opisać to co czuje. Jest
to raczej stan wojny między moim ciałem, uczuciami i myślami. Wojna z
Voldemortem może i się skończyła, ale wojna we mnie wciąż trwa i trwa i trwa i
trwa… Nie wytrzymuje sama ze sobą, a sen nie daje ulgi. Po wielu godzinach prób
zasypiam może na 2-3 godziny, podczas których koszmary nie ustępują nawet na
minutę. Mało jem. Ron zawsze przygotowuje mi pięknie pachnące, pyszne posiłki.
Byłam łasuchem i takie śniadanie, obiad czy kolacja to był dla mnie raj, a
teraz nie jem nawet połowy tych porcji. Często wieczorami wymiotuje, dlatego
jestem taka chuda i blada. Draco też schudł, pali. Nie myślałam, że on mógłby
choćby dotknąć takiej mugolskiej używki, a jednak. Jak już mówiłam wojna
zmieniła nas wszystkich. Rona nie ma już od 3 dni i brakuje mi go. Tylko on
próbował zachowywać pozory, że nic mi nie jest. Było to motywujące, ale nie
wystarczająco. Powtórzę się, nie mam mu za złe, że wyjechał. George naprawdę
potrzebował pomocy w sklepie, a Angelina nie może mu pomagać. Przechodzi bardzo
trudną ciążę. Przez brak uzdrowicieli musi sobie radzić z nią sama. Harry i
Ginny wyjechali odnaleźć jeszcze trzech Śmierciożerców, którzy ukrywają się
najprawdopodobniej, gdzieś we wschodniej Europie. Oni są ważni, mają dużo
problemów na głowie, a ja nie chcę być ich kolejnym problemem.
***
5 dni
później
Obudziłam
się z krzykiem rozdzierającym moje gardło. Ten koszmar był tak realny.
Bellatriks torturowała mnie, ale tym razem inaczej niż w każdym innym złym
śnie. Tym razem mówiła, dlaczego jestem śmieciem, mówiła mi że to ja zabiłam
wszystkich moich przyjaciół. Po czym zaczęła mi wycinać na ręce: „Jesteś nic
nie warta” i tak wiele razy. Aż w końcu poczułam strasznie silny, piekący ból
na moich rękach…
-Granger, nic ci nie jest?- do pokoju wbiegł strasznie zaniepokojony Malfoy. W jego oczach widać było strach. Spojrzałam na moje ręce, już dawno zagojona blizna „szlama” teraz znowu się otworzyła.
-Ja, ja…- wybuchłam płaczem. On spojrzał na moją rękę i natychmiast próbował rzucić zaklęcie uzdrawiające. Nie podziałało. Położył się koło mnie i przytulił.
-Nie płacz już. Csiii… Powiedz jak to się stało.- Malfoy starał się mnie uspokoić. Opowiedziałam mu mój sen wciąż łkając. Po tym gdy skończyłam, zaczął się gorączkowo rozglądać, aż znalazł to czego szukał.
-Zrobiłaś to sobie przez sen- powiedział, jednocześnie pokazując mi zakrwawiony nóż- Rozumiesz?! Okaleczyłaś się przez sen!
-A… a, a ale przecież ja nie mogłam tego zrobić. Ten koszmar, ja go tak dobrze pamiętam. To niemożliwe.- sama nie wiedziałam, co dokładnie chciałam mu powiedzieć. Wszystko na to wskazywało, a ja nie myślę o niczym innym, jak o bólu.
-To musi być jakaś klątwa… ale teraz o tym nie myśl.- wyszedł.
Nie wiem, jak to się mogło stać. Z mojej ręki wypływały wciąż świeże strumienie krwi, a ja czułam że tracę wszystkie siły. Mimo to wstałam z łóżka. Czułam, że muszę to wszystko zakończyć. Wzięłam różdżkę. Już zaczęłam wypowiadać odpowiednie zaklęcie, gdy wszedł Malfoy:
-Expelliarmus.- Leżałam na ziemi, nie zdawałam sobie sprawy, co się stało, ale byłam tak wściekła, że ktoś pokrzyżował moje plany.
-Co ty robisz?! Zwariowałaś?!- krzyknął niemal ze łzami w oczach. Podniósł mnie i zaniósł do łóżka. Był tak silny (znowu ta wojna).- Nigdy więcej tego nie rób. To, że masz problem nie znaczy, że od razu masz mi się tu zabijać. Nie po to uszłaś z łap Voldemorta, żeby teraz sama się wykańczać.- powiedział już spokojny, ale oskarżycielskim tonem.
Opatrzył moje rany. Okazało się, że poszedł po bandaże i tym podobne. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, nie po tym co próbowałam zrobić. Łzy zażenowania, wściekłości, smutku, poczucia beznadziei ściekały po moich policzkach. On nic nie mówił. Tylko siedział przy mnie, ale to mi wystarczało. Od tak dawna, nie czułam się bezpiecznie. Byłam tak zmęczona i pierwszy raz od bardzo (bardzo, bardzo) dawna czułam, że mogę zasnąć bez obaw, więc zasnęłam. Nic mi się nie śniło, było to najlepszym, co mnie do te pory spotkało.
-Granger, nic ci nie jest?- do pokoju wbiegł strasznie zaniepokojony Malfoy. W jego oczach widać było strach. Spojrzałam na moje ręce, już dawno zagojona blizna „szlama” teraz znowu się otworzyła.
-Ja, ja…- wybuchłam płaczem. On spojrzał na moją rękę i natychmiast próbował rzucić zaklęcie uzdrawiające. Nie podziałało. Położył się koło mnie i przytulił.
-Nie płacz już. Csiii… Powiedz jak to się stało.- Malfoy starał się mnie uspokoić. Opowiedziałam mu mój sen wciąż łkając. Po tym gdy skończyłam, zaczął się gorączkowo rozglądać, aż znalazł to czego szukał.
-Zrobiłaś to sobie przez sen- powiedział, jednocześnie pokazując mi zakrwawiony nóż- Rozumiesz?! Okaleczyłaś się przez sen!
-A… a, a ale przecież ja nie mogłam tego zrobić. Ten koszmar, ja go tak dobrze pamiętam. To niemożliwe.- sama nie wiedziałam, co dokładnie chciałam mu powiedzieć. Wszystko na to wskazywało, a ja nie myślę o niczym innym, jak o bólu.
-To musi być jakaś klątwa… ale teraz o tym nie myśl.- wyszedł.
Nie wiem, jak to się mogło stać. Z mojej ręki wypływały wciąż świeże strumienie krwi, a ja czułam że tracę wszystkie siły. Mimo to wstałam z łóżka. Czułam, że muszę to wszystko zakończyć. Wzięłam różdżkę. Już zaczęłam wypowiadać odpowiednie zaklęcie, gdy wszedł Malfoy:
-Expelliarmus.- Leżałam na ziemi, nie zdawałam sobie sprawy, co się stało, ale byłam tak wściekła, że ktoś pokrzyżował moje plany.
-Co ty robisz?! Zwariowałaś?!- krzyknął niemal ze łzami w oczach. Podniósł mnie i zaniósł do łóżka. Był tak silny (znowu ta wojna).- Nigdy więcej tego nie rób. To, że masz problem nie znaczy, że od razu masz mi się tu zabijać. Nie po to uszłaś z łap Voldemorta, żeby teraz sama się wykańczać.- powiedział już spokojny, ale oskarżycielskim tonem.
Opatrzył moje rany. Okazało się, że poszedł po bandaże i tym podobne. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, nie po tym co próbowałam zrobić. Łzy zażenowania, wściekłości, smutku, poczucia beznadziei ściekały po moich policzkach. On nic nie mówił. Tylko siedział przy mnie, ale to mi wystarczało. Od tak dawna, nie czułam się bezpiecznie. Byłam tak zmęczona i pierwszy raz od bardzo (bardzo, bardzo) dawna czułam, że mogę zasnąć bez obaw, więc zasnęłam. Nic mi się nie śniło, było to najlepszym, co mnie do te pory spotkało.
**************
Tym razem, dodam jeszcze notkę ;) Bardzo zależy mi na waszych komentarzach. Są one dla mnie jak dopalacze, a na razie nie mam ani jednego, więc...
Ok, więc to chyba ja będę tą pierwszą co skomentuje... Od czego by zacząć. Trzy rozdziały przeczytałam w niecałe sześć minut. Trochę mało, ale jest OK. Twój blog jest taki... inny. Tak strasznie zagmatwany. Nie wiem czy to dobrze czy źle.... On jest taki niecodzienny... :)
OdpowiedzUsuńJak na te trzy rozdziały to tyle. Poczekamy, zobaczymy jak się rozwinie.
Weny życzę
Sasha <3
Dzięki bardzo za ten komentarz :D Właśnie mnie też boli, że tak mało, dlatego trzeci rozdział staram się bardzo rozbudować. Nie sądziłam, że jest niecodzienny, ale to dla mnie wielki komplement... i jeszcze zagmatwany? Chociaż, rzeczywiście możesz mieć rację. Na razie wszystko dzieję się trochę chaotycznie, ale to chyba mój styl pisarski xD Mam nadzieję, że potem wszystko stanie się bardziej uporządkowane :) I Dziękuje, wena się przyda :*
UsuńCiągle mało ;)) Ale idę dalej ^^
OdpowiedzUsuń~Chriss
<3
Usuń