ROZDZIAŁ 3

Przygotowywałaś się do tego całymi latami, przygotowywałaś się, żeby za nich umrzeć i nie umarłaś, a oni tak. To Cię tak boli!"                                                                                             ~Draco Malfoy 



Rona wciąż nie ma. Harry i Ginny nie dają znaku życia, a Malfoy… on to inna sprawa. Po całej tej sytuacji ze szlamowatą blizną, wciąż siedzi w książkach. Ręka wciąż się nie goi. Co 3 godziny muszę zmieniać opatrunki. Najgorsze jest to, że nigdy nie przestaje krwawić, ale przynajmniej dzięki temu nie zapominam, kim tak naprawdę jestem, a jestem śmieciem, nic nie wartym śmieciem…
Przez tą ciągłą utratę krwi, jestem jeszcze bardziej osłabiona niż zwykle. Na zewnątrz robi się coraz cieplej, więc często przesiaduje w prymitywnym, szarym ogrodzie. Pewnego razu, przysiadł się do mnie Draco.
-Przeczytałem, już chyba wszystkie książki o czarnej magii i nie mogę nic znaleźć. Ale wcale się sobie nie dziwie, w końcu to ty jesteś najmądrzejszą czarownicą tego stulecia.- zakpił- co Tobie przeszkodziło w Twoich poszukiwaniach, hmm?- jego głos wręcz ociekał pogardą.
-Nie zależy mi. Wolę się wykrwawić na śmierć. Dziwię ci się, że wciąż szukasz. To nie ma sensu. Nie ma sensu ratować naj- - nie pozwolił mi dokończyć, sam przejął temat.
-Najgorszą, nic nie wartą, która wydała wszystkich na śmierć, bo była zbyt pewna siebie?- On wie. - Myślisz, że ja tak o sobie nie myślę? Tylko jest różnica. Ja mam powody, to JA BYŁEM ŚMIERCIOŻERCĄ, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby odmówić, żeby umrzeć honorową śmiercią. A teraz? Teraz niczego innego nie pragnę, jak śmierci. Jednak przed moją śmiercią chcę jeszcze zrobić parę, cóż dobrych rzeczy, aby ludzie nie pamiętali mnie tylko jako skurwiela od Voldemorta.- nie wiedziałam, co powiedzieć. On rzeczywiście miał więcej powodów, aby cierpieć. Ja podobno byłam tą dobrą.
-Wszyscy dobrze wiemy kim byłeś i co z tego? Czy ktoś Ci robił potem wyrzuty z tego powodu? Nawet Harry nie ma Ci nic za złe. Wszyscy wiedzą, że nie miałeś wyboru, a to jak zostałeś wychowany wcale ci nie pomagało.- dziwiłam się, że to mówię. Jeszcze parę miesięcy nie przeszłoby mi to przez usta.- Ale ja… ja nawet już nie wiem kim jestem? A wiesz, co to znaczy? To znaczy, że gdzieś po drodze zgubiłam część siebie. Zgubiłam swoją pewność siebie, odwagę, lojalność. Już nawet nie mogłabym nazwać siebie Gryfonką.
-Błagam, przestań chrzanić! To mnie jeszcze bardziej... -zamilkł- Widzisz, co robisz? Przez Ciebie brakuje mi słów w gębie! Ja nigdy nie miałem odwagi. Bałem się spojrzeć śmierci, znaczy… Voldemortowi w oczy. Ty nie! Oddałabyś życie za przyjaciół i właśnie to Cię tak boli, że NIE ODDAŁAŚ za nich życia. Przygotowywałaś się do tego całymi latami, przygotowywałaś się, żeby za nich umrzeć i nie umarłaś, a oni tak. To Cię tak boli!- wykrzyczał.

Ale on miał rację, on miał stu procentową rację. To mnie tak boli. Próbowałam ukryć łzy. Czemu ja do cholery tyle płaczę?! Przez te zasraną wojnę z odważnej kobiety, zamieniłam się w jakąś strachliwą i bojaźliwą dziewczynkę. Mimo tego, że powinno być na odwrót. Czemu on mnie tak zna? Był moim wrogiem, to on podburzał moją pewność siebie i poczucie wartości. Tyle godzin wypłakałam przez te jego kpiny na mój temat. „Ej ty szlamowata, co ty tam chowasz?” „Nic ty zadufany gburze” „Pewnie eliksir miłosny, żeby tylko ten Potter ją przeleciał”, a to nie były jedyne takie rozmowy, ale te szczególnie zapamiętałam. Wtedy mnie przejrzał. Może nie chowałam eliksiru, ale pamiętnik. W nim wypisywałam swoje wywody na temat tego, jaki Harry jest idealny, a jaki Ron irytujący. Potem role się odwróciły, ale to już nie ma znaczenia. Nie w tym momencie. Skąd on mnie tak zna?!

-Hermiona? Czy ty naprawdę, tego nie widzisz?- wypowiedział to pytanie tak czule…
-A co mam widzieć? To, że jesteś złym człowiekiem? Nie! Nie widzę, bo nim nie jesteś. Teraz wszyscy mamy czyste konta.- wręcz wyplułam z siebie te słowa. Czy on naprawdę uważa siebie za takiego potwora?
-Akurat nie oto mi chodziło, chociaż dziwne ilu rzeczy nie dostrzegasz- jego piękne, niebieskie, zdziwione oczy wwiercały się w moją duszę, docierając do najgłębszych i najciaśniejszych zakamarków.- Chodziło mi oto, że nie zauważasz tego ile dobrego zrobiłaś, ile razy ratowałaś im wszystkim tyłki. Tego, że gdyby nie ty, ta wojna mogłaby się skończyć inaczej. Nie byłaś tylko pojedynczym żołnierzem. Byłaś dowódcą, a wiesz co cieszy przywódców?- nie odpowiedziałam- Wygrana. Ona cieszy bardziej niż wszystko, a my wygraliśmy i wbrew pozorom, i twoim odczuciu nie straciliśmy aż tylu przyjaciół, sprzymierzeńców. Mogliśmy zginąć wszyscy. Nie uważam się za Twojego przyjaciela, nawet ciężko mnie nazwać sojusznikiem. Odwróciłem się od niego dopiero, gdy Potter jednak nie umarł. Nie zmieniłbym biegu wojny, nawet gdybym chciał.
Po tych słowach poczułam rażący ból w ręce. Podeszłam do pobliskiego drzewa, żeby się oprzeć. Słyszałam, że Draco coś do mnie mówi, zajęło mi trochę czasu zrozumienie, tego bełkotu. Jakaś ciemna i ciężka mgła przygniotła mój umysł. Coraz szybciej osuwałam się na ziemię.
-Hermiona! Nie odpływaj! Słyszysz mnie?!- mówił głośno i wyraźnie zaniepokojonym głosem, jednocześnie wziął mnie na ręce. Byłam zbyt słaba na teleportacje, dlatego musiał mnie nieść. Wciąż do mnie mówił o tym abym NIE ODPŁYWAŁA. Kazał mi się na czymś skupić. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to jego oczy, te pełne cierpienia i bólu oczy. Czułam, że tonę w ich głębi. Musiałam oderwać od nich wzrok, skupiłam się na jego zapachu i dłoniach przytrzymujących moje kolana. Pachniał dziwna mieszkanką piwa kremowego, papierosów i męskiej siły (nie chodzi mi o pot, jest subtelna różnica pomiędzy tymi zapachami). Czułam, jak kładzie mnie na łóżku. Podał mi eliksir wzmacniający i powiedział, że teraz mogę już odpłynąć. Zastanawiałam się, dlaczego nie mogłam tego zrobić wcześniej. Uznałam, że gdybym zemdlała, stałabym się potem jeszcze słabsza, a tak mogę po prostu zasnąć. Czułam, jak zmienia mi opatrunek. Ledwo miałam siłę zacisnąć pięść. Gdy zmywał krew wydałam z siebie głuchy okrzyk. Ten ból był już nie do zniesienia. Malfoy jednak miał rację muszę rozpocząć poszukiwania, tego zasranego antidotum, przeciw zaklęcia, czegokolwiek.
-Wiem, że to boli, ale naprawdę nic nie jestem w stanie zrobić.- pokiwałam głową, wiedziałam że mówi prawdę. Gdy skończył, poczułam niewyobrażalna ulgę.
Słyszałam, jak skrobie po pergaminie, widocznie wysyła komuś list, jak to ja się stoczyłam…

***

-Spójrz tutaj, widzisz to? To jest róża stulistna- moim oczom ukazał się najpiękniejsza róża, jaką kiedykolwiek widziałam.- Jest tak piękna jak ty.
-Przestań Draco. Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry? Przecież jestem nic nie wartą szlamą- zbliżył swoja twarz do mojej.
-Szlamy są bezużyteczne, a ty nie jesteś. Przecież ty już nie masz rodziców, nie pamiętasz? Zmodyfikowałaś im pamięć, żeby Cię nie pamiętali. Co oznacza, że już nie jesteś szlamą.- mówił to tak spokojnie i czule. Byłam spokojna, Nie czułam się w żadnym stopniu urażona.
Przybliżył swoją twarz jeszcze bliżej, pocałował mnie. Co czułam? Nieskończoność? Miłość? Nie. Obłęd, ale to mi wystarczało. Wystarczało żeby się pogrążyć w tym całkowicie i bez pamięci. Po chwili nie całowałam już Malfoya, a Voldemorta.


***



Obudziłam się z krzykiem. To był jeden z najgorszych koszmarów, jakie mnie do tej pory spotkały.
-Hermiona! Co Ci jest?- moim oczom ukazał się, jak zwykle troskliwy, Ron. Trzymał mnie za zdrową rękę.
-Nic mi nie jest. Ile?- zapytałam. Byłam za słaba by dokończyć.
-Jakieś 30 godzin. Ale to bardzo dobrze, przynajmniej się w końcu wyspałaś. Musisz odpoczywać, żeby odzyskać pełnie sił.- uśmiechnął się takim smutnym uśmiechem. Podał mi eliksir wzmacniający, po czym kontynuował- Malfoy, był tu zmienić Ci opatrunki, kazał przekazać, że znalazł antidotum, na tę klątwę.
Spojrzałam na swoją rękę, „szlama” wyglądała paskudnie i do tego ten rozrywający ból. Był bardzo podobny do Crucio, ale ograniczał się jedynie do ręki. Oh, Merlinie te udręki w końcu się skończą.
-Naprawdę? Co? Znaczy jakie?- próbowałam się podnieść od razu tego pożałowałam. Poczułam się, jakby ktoś rozłupał moją czaszkę na cztery części.
-Poprosił mnie, abym powiadomił go, jak się obudzisz. Chce Ci to przekazać osobiście.- w jego głosie czułam bezpodstawną zazdrość.
-Możesz go poprosić?- z ledwością znalazłam siłę, aby się wypowiedzieć.
-Jasne…
Czekałam na niego jakieś 20 minut. Czemu oni każą mi tyle czekać, ale czego ja się mogłam spodziewać, po byłym Ślizgonie. Wszyscy mamy czyste konta, ale Ślizgon, zawsze pozostanie obślizgłym wężem. Nie wiem, co mnie skłoniło, żeby się do niego zbliżyć. Z drugiej strony, on rozumie, wie, czuje. Co jest ze mną nie tak?
- I jak się czujesz?- spytał, jakby nigdy nic, jakby nigdy nie znalazł tego cholernego antidotum, a może…- Możesz być trochę rozdrażniona, ten eliksir na wzmocnienie ma pewne skutki uboczne.- ależ ja jestem głupia, żeby najlepsza uczennica zapomniała o czymś tak oczywistym.
-Możesz po prostu powiedzieć, jak zamknąć te ranę.
-A więc tu cała sprawa się komplikuje. Chciałem Ci przekazać te informację osobiście, bo to bardzo złożona i skomplikowana sprawa. Jeśli dostałabyś ją z drugiej ręki, nie miałbym pewności, że wszystko zostało przekazane, jak należy.- mówił te słowa z wyższością i z tą jego ślizgońską dumą. Tak jakby Ron miał wszystko zepsuć. Wiem, że czasami bywał niezdarny, ale nie popadajmy w skrajności.
-Do rzeczy, Malfoy.- w tych słowach słychać było o wiele więcej pogardy niż się spodziewałam. Eliksir wzmacniający zaczął działać, poczułam w sobie więcej siły i nieodpowiedniego w tym miejscu, wigoru.
-Mam prośbę, żebyś nie przerywała mi póki nie skończę, bo z tą twoją niewyparzoną gę…-gębą? Wczoraj, znaczy przedwczoraj taki miły, a dzisiaj gębą? Czy ja naprawdę przespałam 30 godzin?- znaczy buzią, to nigdy nie wiadomo.
-Następnym razem, jak będziesz chciał mnie o coś prosić to się lepiej nie przejęzyczaj.- jego wzrok wypalał we mnie dziury, niczym niedopałek papierosa w obrusie.
- Oczywiście…- prychnął- Okazuje się, że jeśli gwiazda, w tym przypadku, „Bellatrix” znajduje się w odpowiednim położeniu, między planetami, a jej imiennik nie żyje, rana boleśnie się otwiera. Z reguły taka sytuacja mija po miesiącu, ale w tym przypadku, możemy mieć do czynienia z o wiele silniejszą magią. Jeszcze, gdyby tego było mało, tracisz ogromne ilości krwi, co jedynie pogarsza naszą sytuację. Eliksiry na wzmocnienie dają tylko chwilową ulgę.- tu zatrzymał się na chwilę, ale ja czułam, że to jeszcze nie koniec- W rytualnych zapiskach Indian możemy przeczytać, że aby zniweczyć magię gwiazd trzeba ją zastąpić, silniejszą magią. W hierarchii ta klątwa jest jedną z pierwszych i jest zdecydowanie najbardziej złożonym zaklęciem, jakie do tej pory widziałem. Wyżej od niej stoi jedynie Kedavra i Amortencja. Wiadomo, że nie chcemy Cię zabijać, więc jedynym wyjściem jest oczywiście eliksir miłosny.
-Czyli Ron to zrobi i nie będzie, żadnego problemu, tak?- zapytałam z nadzieją.
-Miałaś mi nie przerywać.- w jego oczach pojawiły się tępe iskierki gniewu i frustracji- Antidotum musi podać Ci osoba spokrewniona z osobą, która rzuciła klątwę.- oh nie…- od razu mówię, że mi to też nie jest na rękę. Już teraz jesteś wkurzająca, a co dopiero gdy będziesz zakochana. Ron już wszystko wie, był niestety zmuszony się ze mną zgodzić. Legendy głoszą, że…
-Nie chcę słuchać o żadnych legendach. Legendy to mity, teraz liczy się tylko to co wiemy.
-Czy ty nie rozumiesz, o jakiej wadze legendy my mówimy? Magiczne legendy mają w sobie, o wiele więcej prawdy niż mugolskie. Od tego może zależeć nasze życie?- wypowiadał te słowa z wielkim przejęciem.
-Nasze życie?- byłam pewna, że to będzie jakaś bzdura, typu mity, no ale w sumie bajki o czarodziejach, jednak okazały się prawdą więc…
-Czyli jednak chcesz wiedzieć, tak?- w pytaniu sączyło się tyle pogardy.
-I tu mnie masz Malfoy, znowu Granger okazała się tą głupszą, a ty masz racje.- ten koleś zaczyna mnie ostro denerwować. Znowu włączyła mu się Ślizgońska krew, czy jak?
-Ja zawsze mam rację.- wypowiedział te słowa, kładąc szczególny nacisk na drugie słowo- Więc, chodzi o to…
-Nie zaczyna się zdania od więc, Malfoy.- ta uwagę wbrew pozorom wypowiedziałam bardzo spokojnie. Wiedziałam, że wyprowadzę go z równowagi i szczerze mówiąc nie wiem co chciałam przez to osiągnąć.
- Masz rację, kotku.- zaszydził- Tak, więc przez odczarowanie tej klątwy będziemy w pewien sposób ze sobą powiązani.
- Masz na myśli moją zmyśloną, chwilową miłość?
- Właśnie nie. Nie przerywaj mi, Hermionko- czy on naprawdę musi tak ze mnie szydzić? Kazałam mu się więcej nie „przejęzyczać”, więc nie robi tego… podwójnie. Te jego ślizgońskie zagrywki…- Chodzi oto, że nawet, kiedy amortencja przestanie działać to będziemy wyczuwać, gdy któremuś z nas grozi wielkie niebezpieczeństwo lub będziemy czuć, jakąś bardzo intensywną emocję. Tylko nie pomyl emocji z uczuciem. Uczucia są o wiele głębsze od emocji. Nie są tak prymitywne. Emocje to zaledwie podróbki prawdziwych uczuć.- przez chwilę miałam wrażenie, jakby odpłynął i chyba rzeczywiście tak było, bo gdy się odezwałam, jakby oprzytomniał.
- To mi jakoś zbytnio nie przeszkadza. Chcę tylko stanąć w końcu o własnych siłach.- znów poczułam, jak moje siły i odwaga gdzieś uciekają. Eliksir wzmacniający nie podziałał zbyt długo.
- Oczywiście, ale czuj się poinformowana i wiedz, że mi to jednak niezbyt na rękę, a mimo to ci pomogę.
Zatkało mnie. Nie byłam w stanie dopowiedzieć on ma racje, to rzeczywiście wielkie brzemię i odpowiedzialność. Trudno. Jakoś sobie z tym poradzimy, a boje się że inaczej stracę siebie już na zawsze. Moje myśli nagle uciekły, gdzie indziej.


Czemu Malfoy mnie tak źle traktował, skoro ostatnio był taki dobry? Czemu się dla mnie poświęca, przecież mógł się nie zgodzić i pozwolić mi wykrwawić się na śmierć? Czemu on do cholery musi być taki tajemniczy?


*************

Dzięki za przeczytanie ;) Mam nadzieję, że zostawicie po sobie pamiątkę w postaci komentarza. Ten rozdział już dłuższy i myślę, że kolejne będą podobnych, jak nie większych rozmiarów. Dużo się naczytałam, ze mój styl pisania jest inny, intrygujący. Jeśli znajdzie się choć jedna osoba, która jest w stanie wyjaśnić mi dlaczego to tym bardziej powinna zostawić komentarz ;D.

6 komentarzy:

  1. Ooo, widzę tym razem dłuższy rozdział, tak trzymać :D Masz naprawdę świetne pomysły, mam nadzieję, że Cię zbyt szybko nie opuszczą.
    Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak obiecałam-wpadłam:)
    Cieszę się, że trzeci rozdział napisałaś dłuższy niż pozostałe.
    Ciekawie się zapowiada, zdecydowanie jeszcze tu wpadnę:)

    Pozdrawiam
    http://dramione-with-every-breath.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że się pogubiłam :c
    Cieszę się, że rozdział dłuższy, ale piszesz strasznie chaotycznie... Hermiona jest biedną,załamaną dziewczyną z depresją, co w ogóle mi do niej nie pasuje :// Rozumiem Twoją wizję, po wojnie wszystko się zmieniło bla, bla, bla... Ale Miona nigdy by się nad sobą nie użalała! To jest Gryfonka! Ona walczy i nigdy się nie poddaje ;))
    Co do Dracona... Najpierw opisujesz, że się zmienił, jest inny, opiekuje się Hermioną i darzy ją jakimś uczuciem, a po chwili robisz z niego prawdziwego Malfoya - pewnego siebie, wrednego Ślizgona...
    No cóż, przepraszam, że ten komentarz nie jest zbyt miły, ale sądzę, że szczera opinia jest ważna ;))
    Idę dalej i weny życzę! ♥
    ~Chriss

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie oto chodzi, Hermiona sama już mówi, że nie może nazwać się gryfonką. Ma problemy ze sobą, bo nie obroniła tylu ludzi, ilu powinna. Przynajmniej w jej mniemaniu. Wiedziała, że ludzie będą umierać, ale nie zdawała sobie sprawy, że to aż tak zaboli. Nie siedzę w głowie Draco, bo siedzę w głowie Hermiony, co oznacza, że najwidoczniej później się te watki wyjaśnią, np. dlaczego był dla niej taki, a nie inny. W 4 rozdziale, powolutku zaczynam wszystko wyjaśniać. Proszę nie zapominać, że jestem początkującą autorką. Mimo wszystko dzięki za komentarz, będę wiedziała na co muszę zwrócić większą uwagę ;)

    OdpowiedzUsuń