ROZDZIAŁ 9

No one knows what it's like 
To be the bad man 
To be the sad man 
Behind blue eyes 

And no one knows what it's like 
To be hated 
To be fated to telling only lies 

But my dreams they aren't as empty 
As my conscience seems to be 
I have hours, only lonely 
My love is vengeance 
That's never free 

No one knows what it's like 
To feel these feelings 
Like I do, and I blame you 

No one bites back as hard 
On their anger 
None of my pain woe 
Can show through

But my dreams they aren't as empty 
As my conscience seems to be 
I have hours, only lonely 
My love is vengeance 
That's never free 

L-I-M-P say it 
Discover 
L-I-M-P say it 
Discover 
L-I-M-P say it 
Discover 
L-I-M-P say it 
Discover 

No one knows what it's like 
To be mistreated 
To be defeated 
Behind blue eyes

And no one knows how to say 
That they're sorry and don't worry 
I'm not telling lies

But my dreams they aren't as empty 
As my conscience seems to be 
I have hours, only lonely 
My love is vengeance 
That's never free 

No one knows what it's like 
To be the bad man 
To be the sad man 
Behind blue eyes



- Limp Bizkit "Behind blue eyes"  (https://www.youtube.com/watch?v=Tr8uesBowS4)
                                  
- Fred?!- krzyknęłam.
- Hermiona… Spokojnie, jestem George.- powiedział z lekko zakłopotaną, a zarazem zatroskaną miną.
- Przepraszam, przepraszam.- wyszeptałam jakby do siebie. Przez chwilę byłam pewna, że to był on, a przecież jako jedna z nielicznych zawsze ich odróżniałam.
- Nic się nie stało…- usta wykrzywił w dziwny grymas, chyba miał imitować uśmiech.- Kazali spytać, czy zejdziecie na kolacje?
- Daj nam chwilę.- stanowczo odpowiedział Draco.
- Jasne. I nie martwcie się to zostanie między nami.- mrugnął do zdziwionego blondyna.
- Miona, wszystko okay?- zapytał młody Malfoy.
- Tak, ja tylko… Przepraszam, strasznie głupio wyszło.- lekko uniosłam lewy kącik ust.
- Nie przepraszaj za takie bzdury.- ucałował mnie w czoło i pomógł wstać z lekko zakurzonej podłogi. – Ogarnij się i idziemy.
- Sam się ogarnij, widziałeś jak wyglądają twoje włosy?- zaśmiałam się.- Te twoje blond kędziory zawsze były idealnie ułożone, a teraz pffy, szkoda gadać.- szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Od razu lepiej. Można prosić?- podał mi ramię.
- Ależ proszę.- cicho zachichotałam. Zły humor odparował, jak po użyciu zaklęcia rozweselającego. Widocznie Draco jest moim lekarstwem na smutek. Z resztą nie mogę pokazywać słabości. Jestem silną kobietą, ale ten moment w którym go zobaczyłam… On się do mnie uśmiechnął. Cieszy się, że jestem szczęśliwa. STOP! To tylko wizję, najwidoczniej zsyłane przez jakąś psychopatkę. Nie daj się wkręcić w jej gierki. Z drugiej strony nie chcę żeby one ustały. Przynajmniej mogę go widywać…

***


Nagle poczułam coś. To był chyba ból, ale niewyraźny i na pewno nie mój. Tak jakby ktoś cierpiał, a ja się temu przyglądała. Czułam, że ktoś cierpi, gdzieś blisko mnie. Postanowiłam wstać z łóżka i poszukać osoby, która mogła mnie tym „zarazić”. Nie do końca pojmowałam, co się ze mną dzieję ani dlaczego aż tak bardzo potrzebowałam odnaleźć źródło tego problemu, ale było to instynktowne, silniejsze ode mnie. Usłyszałam bardzo cichutkie łkanie, ale nie z domu, a z wewnątrz mojego mózgu. Myślałam, że rozerwie mi czaszkę. Mimo to dzielnie brnęłam naprzód. Coś mnie zmusiło do wejścia pokoju Dracona, byłam pewna, że drzwi będą zamknięte, myliłam się. Widok, który zastałam był z lekka przerażający. Draco leżał skulony na łóżku, był cały we krwi. Z jego oczu leciały łzy, a twarz wykrzywił z bólu. Rękoma przytrzymywał kolana, jak pacjent z psychiatryka. Ciemnozielone zasłony były odsłonięte. Pogoda była wtedy przepiękna, dawno nie widziałam tak rozgwieżdżonego nieba. Pomimo tego przede mną rozgrywał się dramat.   
- O mój boże Draco, co się dzieję?!- wykrzyczałam. Podbiegłam do jęczącego z bólu chłopaka. Całą twarz miał we krwi, tak samo jak ręce. Odgarnęłam lepiące się kosmyki z jego czoła i zmusiłam go by na mnie spojrzał.- Draco uspokój się.- poprosiłam bardzo łagodnym tonem. Jedynie zamknął oczy, zaczął bardziej płakać i jęczeć, co zaowocowało atakiem kaszlu. Wiedziałam, że w szafce nocnej, ma apteczkę. Natychmiast po nią sięgnęłam. Nie wiedziałam, co się z nim dzieje. Nie unieruchomiłam go, mimo to leżał skulony, kołysząc się w przód i w tył. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
- Nie zabijaj ich!- krzyknął.
- Nikt nikogo nie zabije. Draco spokojnie, zaraz się uspokoisz.- wyjęłam z apteczki, eliksir na uspokojenie. Siłą otworzyłam mu usta i wlałam srebrzysty płyn. Część magicznego napoju wylała mu się z ust, więc wytarłam go chusteczką. Eliksir nie zadziałał, tak jak powinien. Draco wciąż leżał w pozycji embrionalnej, ale już nie krzyczał i nie płakał. Oczyściłam mu twarz i ręce z krwi i zlokalizowałam miejsce krwawienia. Nie wiem, jak to się stało, ale popękały mu wszystkie drobne zadrapania. Jakiś czas temu Harry, w napadzie szału lekko pociął Draconowi czoło i właśnie przez tą ranę cała twarz blondyna wyglądała, jak z mugolskiego horroru. Wciąż szeptałam uspokajające słowa, jak do zabłąkanego dziecka. Draco sam sobie tego nie zrobił, ktoś musiał maczać w tym palce. Zlokalizowałam, także pęknięte rany na rękach, a dokładnie na nadgarstkach. Tego się nie spodziewałam, Draco Malfoy się ciął?! Ale to musiały być już stare rany, bo nie zauważyłam strupów. Ktoś to musiał zrobić celowo, ktoś chciał żebym to zauważyła. Czemu ten ból wciąż musi nawiedzać nasze życie? Czy te dramaty muszę się nas trzymać, jakbyśmy byli ostatnią deską na oceanie po powodzi Titanica.
- Draco, lepiej już?- zapytałam, gdy wymyłam już wszystkie rany.- Słyszysz mnie?
- Odejdź.- wyszeptał.
- Draco, nie mam zamiaru.- powiedziałam stanowczo. Ten okrył się kołdrą, aż po sam czubek głowy, jak obrażone dziecko. Wiedziałam, że cierpi nie chciałam mu dokładać. Usiadłam na brzegu łóżka i głaskałam go przez pościel po plecach. Mnie to zawsze uspakaja. Żałowałam, że nie mogę się koło niego położyć, ale widocznie bardzo tego nie chciał, bo pod wpływem mojego dotyku, jeszcze bardziej się kulił. Czułam się, jakbym uspokajała ranne zwierzę. – Draco wszystko będzie dobrze. Nie martw się. Masz mnie, pamiętasz?- wychylił głowę spod kołdry. Po policzkach ciekły mu łzy, a koło siebie zrobił więcej miejsca. Widziałam prośbę w jego oczach, więc weszłam pod kołdrę i go przytuliłam. Rozpłakał się na dobre. Wtulił twarz w moje włosy i ścisnął moją dłoń. Cierpiał, a ja nie umiałam mu pomóc. Jedyne, co mogłam zrobić to przy nim być… już na zawsze.

***

Pierwsze, co zobaczyłam po obudzeniu były napuchnięte od łez oczy Dracona. Nigdy nie sądziłam, że mogą być jeszcze piękniejsze, znowu moje osądy były niczym. Było w nich tyle miłości, smutku, bólu, cierpienia… Dopiero wtedy zrozumiałam, dlaczego one są zwierciadłem duszy. Uwidaczniają się w nich wszystkie nasze emocje i nawet najlepszy aktor nie umie przybrać „pokerowych oczu”. Draco zdecydowanie umie udawać, ale jego zwierciadła zawsze mówią prawdę, wystarczy nauczyć się z nich czytać, co jest nie lada sztuką. Ten chłopak był już zmęczony życiem, pomimo swojego młodego wieku. Nie poddawał się, bo miał jeszcze osobę dla której mógł żyć. Naprawdę ciężko się przyzwyczaić, że tą osobą jestem ja. Draco wciąż intensywnie wpatrywał się w moje brązowe tęczówki, raz w jedną, raz w drugą. Zdołałam jedynie lekko się uśmiechnąć, ku mojemu zdziwieniu odwzajemnił ten mały, niby nic nie znaczący gest.
- Draco, pamiętasz o tym związaniu emocjonalnym, przez tą amortencję?- zamknął oczy.
- Czy ty… To dlatego przyszłaś?- wciąż nie ukazał swoich cudownych oczu.
- Ja poczułam, że ktoś cierpi i coś kazało mi tu przyjść.- nagle otworzył oczy.
- Pamiętasz, jak Harry cię dusił?- zapytał.
- Ciężko byłoby zapomnieć.
- Miałem tak samo. Coś mnie ciągnęło do jego pokoju, wiedziałem że ty masz coś z tym wspólnego. Wtedy zemdlałaś i już o tym nie myślałem.- mówił bardzo cicho i spokojnie, wciąż cierpiał. Wtuliłam się w jego tors i pogłaskałam po policzku. Lekko się uniósł, chwycił mój podbródek i delikatnie pocałował. Teraz to uczucie będę mogła mieć kiedy tylko zechce. Zatapiał się w moje usta, a ja nie mogłam mu się oprzeć. Magia miała z tym o wiele za dużo wspólnego. Usiedliśmy wciąż się całując.
- Jesteś wszystkim, co mam.- wyszeptał prosto do moich ust. Nic nie odpowiedziałam, jedynie wbiłam się w jego rozchylone wargi. Dobrze wiedziałam czego obydwoje pragniemy. Zaczęłam całować jego szyje, na co wsadził poranioną rękę w moje rozpuszczone włosy. Zdjęłam jego koszulkę i zajęłam się nagim torsem. Lekko mnie odepchnął, a moja biała bokserka upadła na podłogę. Naszych instynktów nie dało się okiełznać. Moje nieidealne ciało przestało być dla niego tajemnicą, z resztą z wzajemnością. Rozkosz rozpływała się po naszych ciałach, a my razem z nią. Nie był to pierwszy raz żadnego z nas, każdy miał swoje grzeszne tajemnice, zwłaszcza my. Nagle nasze ciała przeszły spazmy pięknego miłosnego uniesienia. Tej chwili nigdy nie mieliśmy zapomnieć.  

***

Obudziłam się, znowu.  Już drugi raz, tego samego dnia. Tym razem pierwsze, co zobaczyłam po obudzeniu było słońce, które nawet nie musiało przebijać się przez grube zielone zasłony. Byłam sama. Podniosłam się i rozejrzałam się po pokoju. Na pobliskiej szafce nocnej stała karteczka, natychmiast po nią sięgnęłam i przeczytałam jej zawartość:
„Nie chciałem cię denerwować. Jestem w z maskami wrócę późno”.
Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że mi to zrobi. Bawi się w szpiegowanie. I do tego użył tego zapchlonego, słabego szyfru.
- Z maskami- prychnęłam. Ten szyfr, wcale jest taki oczywisty. Co on sobie myśli?! Nawet się z nim nie pożegnałam, co jeśli już nie wróci? Nie… Nie mogę tak myśleć. Co, jak co, ale Draco jest mądrzejszy od Snape’a. Przynajmniej taką mam nadzieję. Wstałam, poszukałam swoich ubrań i nałożyłam je na siebie. Gdy tylko wysunęłam nos zza drzwi, usłyszałam:
- Nie masz swojego pokoju?
- Wyobraź sobie, że mam, Ron.- odparowałam.
- To co tam robiłaś?- zapytał oskarżycielskim tonem.
- Spałam, a jak myślisz?- uśmiechnęłam się buntowniczo.
- Czy ty i Draco…?- weszłam mu w słowo.
- Jesteśmy razem i Ron błagam, nie histeryzuj.- rudzielec lekko pobladł.
- Nie ma problemu, obejdzie się bez mojej histerii.- odpowiedział bardzo spokojnie, ale to były jedynie pozory.
- Ron… Naprawdę, ja nie chcę się z tobą kłócić.- miętosiłam w pięściach ramiączko od stanika, którego oczywiście nie założyłam.
- Uwierz, ja też nie chce.- spojrzał mi w oczy.- Nie chce żebyś znowu cierpiała.- poszedł. Oparłam się o ścianę. Nie chciałam robić mu przykrości, w końcu to mój przyjaciel, ale nie będę dla niego zmieniać moich decyzji, zwłaszcza takich. Ruszyłam w stronę mojego pokoju, gdy tylko znalazłam się w środku sięgnęłam do szafy i wyciągnęłam wygodną koszulkę i legginsy. Czas na relaksującą kąpiel i dzień z dobrą książką. Nie mogę się wciąż zamartwiać. Matko, po co ja się oszukuje? Oczywiście, że cały dzień zejdzie mi na martwieniu się o tego arystokratycznego dupka!

***

- Gdzie on do cholery jest?- siedziałam w obszernej kuchni razem z Harrym i Ginny. Dracon nie dał znaku życia przez cały dzień, robi się coraz później, a go wciąż nie ma.
- Jest dopiero 22, wróci.- odpowiedział Harry.
- Nie denerwuj mnie, dobra?! Jaki on jest nieodpowiedzialny.- byłam sfrustrowana, strasznie się o niego martwiłam, miał wrócić wieczorem, nie w nocy!
- Hermi, naprawdę. Uspokój się. Nic mu nie jest.- Ginny próbowała mnie uspokoić. Oni naprawdę wyglądali na zrelaksowanych. Ich ręce wciąż były złączone w uścisku, a ja być może już nigdy nie uścisnę dłoni mojego ukochanego.
- Słyszeliście to?- zapytał Harry.- Trzask teleportacji?- zerwałam się z krzesła i pobiegłam w stronę drzwi. W nich zobaczyłam bardzo niechciany widok…
- Draco, na brodę Merlina, co ci się stało?- natychmiast do niego podbiegłam. Wyrwałam mu z ręki szmatę, którą przykładał sobie do skroni.- Ginny przynieś opatrunki, szybko!
- To nic wielkiego, nie denerwuj się. Inni dostali mocniej.- gdy to mówił, lekko pojękiwał. Nic dziwnego, skoro można by rzec, że miał dziurę w głowie. Pomogłam mu zdjąć płaszcz.
- Idziemy na górę.- złapałam go pod rękę i z trudem wspięliśmy się na drugie pierwsze piętro, gdzie znajdowały się nasze sypialnie. Wąskie i strome schody nie pomagały nam w tym zadaniu.
Pchnęłam drzwi, Draco usiadł na fotelu. W tym samym momencie do pokoju wbiegła Ginny z magomedyczną apteczką. Podała mi gazę, zakropiłam ją wodą i przetarłam całą ranę  niebieskookiego. Syknął z bólu. Trochę męczyłam się z mechanicznym czyszczeniem rany, gdy wreszcie zabrałam się za magiczne sposoby uzdrawiania. Po dobrych dziesięciu minutach, rana nie była już tak poważna, mimo to Draco miał potężnego guza, a z rany wciąż sączyła się delikatnie krew. Nasmarowałam bolesne miejsce maścią i w magiczny sposób przylepiłam opatrunek, tylko w miejsce uszkodzenia. Obyło się bez opaski uciskowej, czy tej śmiesznej siatki na głowę.
- A teraz Draco, mów co się stało.- nakazałam. Niechętnie spojrzał mi w oczy.
- Nic wielkiego.- odpowiedział wymijająca ze zdenerwowaniem na twarzy.
- Draco… Cholera jasna, mów.- wykrzyknęłam. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak wściekła, a zarazem spokojna.
- Dobrze, dobrze. Tylko błagam, nie wydzieraj się. Łeb mi pęka.- złapał się za głowę.-  Pomiędzy śmierciożercami wynikła mała bójka, niefortunnie znalazłem się po między nimi. Z ledwością uniknąłem śmiercionośnego zaklęcie, ale wywróciłem się i uderzyłem o róg szafki. Taki ze mnie debil, zadowoleni?- prychnął.
- Mogłeś zginąć…- wyszeptałam z wściekłością. Jak nie krzyk, to szept. Sto procent kobiety.- Możecie zostawić nas samych?
- Wedle życzenia.- Ginny pociągnęła Harry’ego za rękę i wyszli z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Draco… Nie sądzisz, że zostawiając mnie w takiej sytuacji postąpiłeś, jak ostatni gnojek?
- Hermiona, nie chciałem cię martwić.- odparł patrząc mi głęboko w oczy.
- Uwierz, martwiłam się jeszcze bardziej, niż gdybyś mi powiedział i się ze mną pożegnał.- byłam zdeterminowana. Pierwsza zasada- nigdy nie okazuj słabości.
- Wiem, wiem… Już wiem. Okay? Naprawdę nie sądziłem… Chciałem tylko się dowiedzieć, kim jest ta Bellatriks?
- I dowiedziałeś się?
- Nie… Wpuszcza do siebie jedynie najwierniejszych. Tak ich tam nazywają. Ta misja jest o wiele trudniejsza, niż przypuszczaliśmy.- złapał się za głowę.
- Niż ty przypuszczałeś.- sprostowałam.- A teraz może mi wyjaśnisz, co się działo wczoraj w nocy?- odwrócił wzrok.
- Wolałbym nie. Jestem trochę zmęczony.
- Naprawdę zaczynam o siebie martwić…- westchnęłam.-  Ale masz rację jutro też jest dzień i żeby było jasne, masz cały dzień odpoczywać.- wyglądał naprawdę okropnie. Na dziś dosyć wrażeń. Za to jutro musi się przyszykować na poważną rozmowę.
- Naprawdę nie ma sensu. Wcale nie czuję się tak źle. Muszę się tylko przespać.- odpowiedział markotnym tonem.
- No to jutro sobie pośpisz. Przyniosę ci piżamę i do łóżka. Śpisz dzisiaj ze mną.- podeszłam do niego i ucałowałam go w czoło. Poszłam do jego pokoju, wyciągnęłam z szafy jakiś podkoszulek i dresowe spodnie, gdy coś przykuło moją uwagę. Pod starannie złożonymi spodniami leżał list. Zdążyłam jedynie zauważyć adresata, gdy zorientowałam się, że nie powinnam przeglądać jego prywatnej korespondencji. Zamknęłam szafę i szybko wyszłam z pokoju.
- Draco, możesz mi powiedzieć dlaczego w szafie masz list od Freda?
- Hermiona… Ja, on… Przeczytaj go.- patrzył ze smutkiem w oczach. Wróciłam się do jego pokoju i wzięłam list do ręki. Postanowiłam przeczytać go w samotności, więc usiadłam w miękkim zielonym fotelu. Pismo było bardzo nieestetyczne, Fred musiał się bardzo spieszyć, gdy go pisał.

„Malfoy, wiem po której jesteś stronie. Nie spieprz tego. Zrób coś dla mnie. Jesteś jedyną osobą, która może temu podołać. Nigdy nie sądziłem, że będę prosić Ślizgona o pomoc, zwłaszcza ciebie, więc doceń to.
Chroń Hermionę przed Śmierciożercami. Tylko oto cię proszę. Z resztą ona sobie poradzi. Nie mam pojęcia, jak mógłbyś to zrobić. Kryj ją, ratuj z opresji, po prostu zrób wszystko żeby nigdy nie wpadła w ich ręce. Wiesz, jak funkcjonują, uda ci się. Ona jest największym skarbem tego świata, ja już chyba dłużej nie będę w stanie jej chronić.
                                                                                Znienawidzony F. Weasley”



Z moich oczu popłynęły strumienie łez. Kompletnie nie rozumiałam tego listu. Po co Malfoy miałby mnie chronić, czemu Fred nie mógłby już dłużej tego robić? Fred wiedział, że Draco był dobry…
- Hermiona, ja ci wszystko wytłumaczę.
- Draco… Co to ma być?- zapytałam cichutko.
- Fred znalazł mnie kiedyś zakrwawionego na błoniach, po tym jak maltretowali mnie Śmierciożercy. Trochę wtedy sobie z nim pogadałem. Powiedziałem mu, że szukają cię, może nawet bardziej od Pottera. Byli pewni, że Harry cię kocha, no i chcieli go dopaść w taki sposób. Wymsknęło mi się, że ja tak dłużej nie mogę, no i wtedy się dowiedział, że nie jestem do końca wierny Voldemortowi. Błagam, nie gniewaj się na mnie…- ostatnie słowa ledwo wyszeptał.
- Nawet nie mam się o co gniewać. Przecież to nie twoja wina. Nie jestem jakąś pustą lalunią. Po prostu jestem zdziwiona, byłam pewna, że Fred cię nienawidzi.- otarłam łzy.
- Bo tak było, do tamtego czasu.- odpowiedział pewnie.
- A mogę wiedzieć, kiedy to było?
- Na szóstym roku, jakiś czas po tej akcji z Dumbledore’em.- przeczesał dłonią włosy, a wzrok wlepił w swoje stopy, ręce wsadził do kieszeni.- Ja naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło. Gość mnie denerwował, ale… Ja nigdy nie chciałem zabijać.- podeszłam do niego i objęłam go w pasie, wyciągnął dłonie z kieszeni, złapał moją twarz i otarł samotną łzę. Wtuliłam się w jego tors.- Powinieneś odpocząć.- pociągnęłam go za rękę i wróciliśmy do mojego pokoju. Weszliśmy pod miękką kołdrę. W jego czułych ramionach, szybko przychodził sen[1].

***

- A więc śmiesz twierdzić, że jesteś kochana?- zaśmiała mi się w twarz. Z moich oczu ciekły gorące łzy upokorzenia.- Fredziuś, Ronuś, Harruś, Krumuś, kto jeszcze?- splunęła mi twarz.
- Błagam przestań.- powiedziałam bardzo słabym głosem.
- Hahahaha!- zaśmiała mi się w twarz.- Chyba kpisz, dzidziu.- zasyczała.- Nie mam zamiaru cię zostawić. Przynajmniej nie teraz. Zabawa dopiero się rozkręca.- zdążyłam jedynie zasłonić moją poranioną twarz włosami, gdy walnęła we mnie Cruciatusem.- Zasługujesz tylko na ból, ty mała nic nie warta szlamom. Szlamy nie zasługują na miłość!

- Hermiona!- otworzyłam oczy.
- Gdzie ja jestem?- mój oddech był nieco przyspieszony.
- We własnym łóżku. Miałaś zły sen.- pogłaskał mnie po włosach.
- To nie był sen, Draco. Nie mogłam się wybudzić… Byłam pewna, że te wspomnienia mi przeszły.- starałam się uspokoić puls.
- Widocznie ten kto to robi, był ostatnio dosyć zajęty.- odparł.- Trzeba uprzedzić Pottera, ta agresja może wrócić. Wtedy upewnimy się, że majstruje przy was ta sama osoba.- widać było, że czuję się o wiele lepiej niż wczoraj.
- Niedługo ją dopadniemy.- uśmiechnęłam się blado. Złapał mnie za rękę.
- Jasne, że tak.
- Musimy porozmawiać…
- Hermi… To nie jest konieczne.- westchnął.- Lepiej odpocznij, pewnie się nie wyspałaś.
- Draco, oczywiście że konieczne. Nie mam zamiaru udawać zadowolonej, że udajesz śmierciożercę. To nie jest mi na rękę. Nie masz się tam niepotrzebnie narażać i musisz mi to obiecać. Zobacz w jaki głupi sposób mogłeś wczoraj zginąć.- mocno gestykulowałam rękoma.
- Wiem, przecież wiem do cholery.- krzyknął.-  Hermiona, kocham cię. Nie chcę cię krzywdzić, nie chcę żebyś się o mnie zamartwiała. Zrozum to, muszę działać. Obiecuję, że nic mi się nie stanie, a te wszystkie gnojki dostaną to na co zasługują. Jest ich wiele, ale damy rade, w większości to zwykli idioci.
- Naprawdę chcę w to wierzyć. Jedynie błagam bądź ostrożny, bo inaczej nam wszystkim przysporzysz kłopotów.- ucałowałam go w usta.
- Spróbuje.- wyszeptał jakby do siebie.

Cały dzień leżał. Głowa goiła się bardzo powoli, jak na magomedyczne sposoby. Jednak wygląda na to, że za dwa dni po ranie powinna zostać niewinna blizna na skroni. Teraz nie tylko Harry będzie bliznowaty.  Gdy przyszedł wieczór znowu przyszedł czas na niezbyt miłe rozmowy.

- Draco… Powiesz mi czemu się ciąłeś?- zapytałam cicho.
- Ja… miałem wyrzuty sumienia. Ale błagam nie zaczynajmy tego tematu. Dobrze wiesz, że byłem słaby. Nie wytrzymywałem presji, to zadanie od Voldemorta mnie przerastało z każdym dniem, a rodzice coraz bardziej na mnie naciskali. I naprawdę nie chcę więcej niż mówić.- wszystko powiedział na jednym wdechu, a powoli pojawiające się iskierki w jego oczach, znowu zgasły.
- Przecież wiesz, że ja też jestem słaba. Nie wiem, co mnie podkusiło, ja nie miałam takich powodów jak ty. Moje były wręcz banalne. Teraz pozostały mi jedynie wspomnienia i blizny widoczne jedynie dla moich oczu. Nasze życie nie jest proste. Mamy bardzo ważne zadania do spełnienia, nie możemy się poddać.- złapałam go za rękę. Uścisnął ją z wdzięcznością.
- Jak ty to robisz, że jesteś taka mądra?- delikatnie się uśmiechnął, był osłabiony.
- Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą. – puściłam jego rękę. Opatuliłam go kołdrą, po czym sama z gracją wskoczyłam do łóżka.- Dobranoc mój królewiczu.
- Dobranoc księżniczko.- ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się na wspomnienie Freda i zrozumiałam, że znalazłam, kolejnego najważniejszego mężczyznę w moim życiu.

***

Usłyszałam głośne krzyki Ginny. Znowu coś było z nią nie tak. Coraz więcej spała, a jedzenie wmuszaliśmy jej na siłę. Mimo to było o niebo lepiej. Normalnie z nami rozmawiała, nawet gdy trzymaliśmy w ręku różdżkę. Chociaż widać było, że walczy sama ze sobą. Sama jeszcze bała się używać czarów, ale uważałam, że to tylko kwestia czasu. W końcu o wiele trudniej funkcjonuje się bez magii.
Nie zastanawiając się długo pobiegłam w stronę jej pokoju. Harry trzymał w ręku różdżkę.
- Hahahaha. Zdrajca krwi! Zranić, skrzywdzić, zabić!- darł się wniebogłosy, a jego twarz była wykrzywiona w triumfalnym grymasie.
- Harry, proszę… Odłóż różdżkę.- piszczała cichutko Ginny. Wciąż nie do końca ufała ludziom trzymających w rękach ten magiczny patyczek, a co dopiero opętanym osobom. Momentalnie wyciągnęłam różdżkę z dżinsów i wycelowałam w Harry’ego.
- Expelliarmus.- krzyknęłam. Wiedziałam, że nie było innego sposobu.- Harry uspokój się! Harry, wiem że gdzieś tam jesteś!- podchodziłam do niego małymi kroczkami.
- Szlama! Odejdź śmieciu!- wrzeszczał. Nie wytrzymałam strzeliłam mu siarczystego policzka. Złapał się za piekące miejsce, spojrzał mi w oczy i jakby oprzytomniał.
- Ginny?- spytał. Ta cichutko łkała w kącie, nie wytrzymywała presji sytuacji.- Ginny, nie płacz… To nie ja. Nie wiem, przepraszam.- sam nie wiedział co powiedzieć, z jego oczu też ciekły łzy.
- Odejdź, proszę. Później.- cichutko załkała.
- Harry, chodź ze mną.- rozkazałam.
- Herma…- zaczął.
- Wiem. Chodź. Musisz opowiedzieć wszystko Draco. Wydaję mi się, że znalazł jakieś rozwiązanie…- wypowiedziałam te słowa z niewiarygodną prędkością.


***********

Dziękuje za przeczytanie!
Miałam, co do tego rozdziału wiele wątpliwości. Jak wiecie pojawiła się tu moja pierwsza cytrynka, miała być delikatna i stonowana, co mi mam nadzieję wyszło. Opisy wciąż kuleją, w następnych rozdziałach postaram się coś z tym zrobić, ale to baaardzo trudne.

Dziękuje mojej becie Alohomora Mind, która dzielnie znosiła moje narzekania :D
Niedługo powinna pojawić się zakładka "autorka", większość jest już napisana, więc to tylko kwestia czasu.
Co do piosenki na początku: Nie macie wrażenia jakby była pisana specjalnie dla Draco? xD
To taka moja mała dygresja. Nie zabieram wam więcej cennego czasu i jedynie przypominam:

CZYTAM = KOMENTUJE! 

 To bardzo ważne dla każdego autora. Daje to po prostu siłę do pisania ;)

- Carla   












[1] Nawiązanie do piosenki Bajmu- Krótka historia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz