"Nienawidzę słów: nigdy i zawsze. One są obietnicami, których nikt nie spełnia. Mimo to wciąż ich używam, mam wrażenie, że nawet częściej niż inni."- Hermiona Granger
Pojechał zobaczyć się z Georgem. Jaki on musi być teraz szczęśliwy. Tak bardzo wszyscy tęsknili. To on był duszą towarzystwa, gdy umarł można by rzec, że towarzystwo także. Nie wiem, czy dobrze zareagowałam całując go… w końcu już nie byliśmy razem, gdy umierał, ale czego nie robi się z miłości. Ron to zrozumie, w sumie to już zrozumiał. Świat od razu stał się piękniejszy. Nawet nie pamiętam, czemu byłam wtedy taka przygnębiona, ale teraz to nie ma żadnego znaczenia. Życie jednak nie jest aż takie do dupy.
- Potrzebujesz czegoś?- do pokoju wszedł zaniepokojony Ron.
- Ach, czemu oni nie mogli spotkać się z Fredem tutaj?- posłałam mu smutny uśmiech.
- Mają jeszcze coś do załatwienia- znowu zawiedziony głos.
- Czemu jesteś taki nachmurzony? Twój brat wrócił do żywych, powinieneś być najweselszym mężczyzną na świecie!- zauważyłam łzę w jego oku- Jeśli chodzi oto, że go pocałowałam to, no wiesz… ja po prostu zawsze go kochałam. Ciebie też Ron, ale jak przyjaciela. Na którego z resztą nie zasługuje. Ron, ja przepraszam, wiem że możesz czuć się rozdarty.
- Ja wcale nie czuję się… znaczy masz rację. Wybaczysz mi, księżniczko?- posłał mi sztuczny uśmiech, albo tylko mi się wydawało...
- Tylko jeśli król Weasley wybaczy mi.
-Tylko jeśli księżniczka coś dla mnie zrobi.- powiedział z głupkowatym wyrazem twarzy.
- Co tylko król chce.
- Księżniczka musi zjeść ze mną pyszne śniadanie.
- Skąd wiesz, że takie pyszne?
- Bo sam robiłem.
- To chyba księżniczka podziękuje za takie śniadanko.
- Księżniczka musi jeść.- po tych słowach przewiesił mnie przez swoje ramie i zniósł na dół. Obydwoje się śmialiśmy czemu tak nie może być zawsze? Szczęśliwe życie, szczęśliwych ludzi…
- Jak ręka?-
wybełkotał
- Nie mówi się z pełną buzią- pokazałam mu język, przełknął.
- Ach tak? No dobrze, jak ręka?
- Kultura obowiązuje też królów.- zaśmiałam się z własnego żartu- Świetnie, nie boli, goi się. To chyba dobrze, a gdzie jest Draco? Nie widziałam go od czasu… pojawienia się Freda?- to podejrzane, czy on aż tak go nie lubi?
- Yyy.. musiał wyjechać na ważną misję.- zauważyłam dziwne iskierki w jego oczach.
- Czy może mu się coś stać? Nawet się ze mną nie pożegnał. Nie chcę tracić kolejnego…- zawahałam się- przyjaciela.
- Od kiedy jesteś tak blisko z Draconem?
- No wiesz… Jak ciebie nie było opiekował się mną. To on mi zmieniał opatrunki, rozmawiał ze mną, pocieszał. Szczerze mówiąc to nawet nie pamiętam czemu byłam taka smutna. Teraz wszystko się ułoży.
- Oczywiście, że tak.- ucałował mnie w czoło. Tak bardzo brakowało mi takich gestów.
- Co z Harrym i Ginny? Odzywali się?- po wybrzmieniu mojego pytania, z ust Rona zszedł uśmiech, a iskierki w oczach zamieniły się w posępne spojrzenie.
- Tak.
- Naprawdę?! I co? Są bezpieczni?- już zaczynałam tracić nadzieję.
- Nie do końca, mieli pewne problemy… ale żyją.- mówiąc to strasznie trzęsły mu się ręce.
- Jak to problemy?- położyłam nacisk na ostatnie słowo- Co się wydarzyło?
- Jeden ze Śmierciożerców, wziął w niewolę Ginny. Można powiedzieć, że ją porwał. Ale akcja ratownicza się udała, jest cała i zdrowa.
- Czemu nic mi do cholery nie mówiliście? Chcę ją zobaczyć! Natychmiast.- tego już za wiele, nie mogli mi powiedzieć wcześniej, co się działo z Ginny. Ile ona przeżyła, a ja nawet nie zadzwoniłam…
- Nie chcieliśmy Cię martwić, ważne że żyje. Niestety wprowadzili ją w… nawet nie wiem, jak to nazwać, stan lękowy.
- Jak to stan lękowy?- byłam wściekła, jak mogli zataić przede mną tak ważna rzecz.
- Musieli ją długo torturować. Ona była silna, nie dała się, ale jeden z nich trafił ją Cruciatusem, a drugi w tym samym czasie rzucił drętwotę, wiesz jak to się kończy.- miałam wrażenie, że się zaraz rozpłaczę.
- O mój boże… Ale to nie możliwe.
- Na szczęście nie jest tak źle, jak z rodzicami Nevilla, pamięta wszystkich, ale się boi.
- Czego? Błagam powiedz, że psów, czy czegoś takiego?- naprawdę miałam nadzieję, że to okaże się prawdą.
- Nie do końca.- musiał zaczerpnąć powietrza, czy to aż tak zła wiadomość?- Boi się czarodziei i magii.
- Nie mówi się z pełną buzią- pokazałam mu język, przełknął.
- Ach tak? No dobrze, jak ręka?
- Kultura obowiązuje też królów.- zaśmiałam się z własnego żartu- Świetnie, nie boli, goi się. To chyba dobrze, a gdzie jest Draco? Nie widziałam go od czasu… pojawienia się Freda?- to podejrzane, czy on aż tak go nie lubi?
- Yyy.. musiał wyjechać na ważną misję.- zauważyłam dziwne iskierki w jego oczach.
- Czy może mu się coś stać? Nawet się ze mną nie pożegnał. Nie chcę tracić kolejnego…- zawahałam się- przyjaciela.
- Od kiedy jesteś tak blisko z Draconem?
- No wiesz… Jak ciebie nie było opiekował się mną. To on mi zmieniał opatrunki, rozmawiał ze mną, pocieszał. Szczerze mówiąc to nawet nie pamiętam czemu byłam taka smutna. Teraz wszystko się ułoży.
- Oczywiście, że tak.- ucałował mnie w czoło. Tak bardzo brakowało mi takich gestów.
- Co z Harrym i Ginny? Odzywali się?- po wybrzmieniu mojego pytania, z ust Rona zszedł uśmiech, a iskierki w oczach zamieniły się w posępne spojrzenie.
- Tak.
- Naprawdę?! I co? Są bezpieczni?- już zaczynałam tracić nadzieję.
- Nie do końca, mieli pewne problemy… ale żyją.- mówiąc to strasznie trzęsły mu się ręce.
- Jak to problemy?- położyłam nacisk na ostatnie słowo- Co się wydarzyło?
- Jeden ze Śmierciożerców, wziął w niewolę Ginny. Można powiedzieć, że ją porwał. Ale akcja ratownicza się udała, jest cała i zdrowa.
- Czemu nic mi do cholery nie mówiliście? Chcę ją zobaczyć! Natychmiast.- tego już za wiele, nie mogli mi powiedzieć wcześniej, co się działo z Ginny. Ile ona przeżyła, a ja nawet nie zadzwoniłam…
- Nie chcieliśmy Cię martwić, ważne że żyje. Niestety wprowadzili ją w… nawet nie wiem, jak to nazwać, stan lękowy.
- Jak to stan lękowy?- byłam wściekła, jak mogli zataić przede mną tak ważna rzecz.
- Musieli ją długo torturować. Ona była silna, nie dała się, ale jeden z nich trafił ją Cruciatusem, a drugi w tym samym czasie rzucił drętwotę, wiesz jak to się kończy.- miałam wrażenie, że się zaraz rozpłaczę.
- O mój boże… Ale to nie możliwe.
- Na szczęście nie jest tak źle, jak z rodzicami Nevilla, pamięta wszystkich, ale się boi.
- Czego? Błagam powiedz, że psów, czy czegoś takiego?- naprawdę miałam nadzieję, że to okaże się prawdą.
- Nie do końca.- musiał zaczerpnąć powietrza, czy to aż tak zła wiadomość?- Boi się czarodziei i magii.
***
- I kto to mówi? To na Ciebie zawsze wszyscy czekają, bo musisz doprowadzić swe piękne, długie, czerwone włosy do względnego porządku.- pokazałam przyjaciółce język.
- Nie gadaj tyle tylko się pośpiesz!- Ginny była już na skraju wybuchu. Wolałam jej już bardziej nie denerwować i pośpieszyłam się, tak jak kazała.- Skoro już jesteś gotowa to wychodzimy. Fred i Harry już czekają.- wyszliśmy z niewielkiego mieszkania moich rodziców i ruszyliśmy w stronę chłopców. Rona na szczęście nie było.
Dzień był przepiękny, słońce świeciło zza chmur, dzięki czemu nie raziło aż tak bardzo i wiał delikatny wiosenny wietrzyk. Wszystko było, jak z bajki, zwłaszcza on. Granatowy, mugolski garnitur podkreślał jego rude i (tym razem) pięknie ułożone włosy. Widać było, że był zaniepokojony.
- Wreszcie moja księżniczka raczyła się pojawić.- powiedział obdarzając mnie pięknym, szerokim uśmiechem.
- Nie mów do mnie księżniczko, Fredziu.- po czym ucałowałam go siarczyście.
- Dobra gołąbeczki idziemy, bo się spóźnimy.- wymruczała zdenerwowana Ginny.
- Gołąbeczek ma rację.- zaanonsował Harry.
- Ha ha ha, ale się uśmialiśmy.- po czym znowu mnie pocałował.
Po tym zdarzeniu wszyscy deportowaliśmy się do banku Gringotta. Ben zaprosił nas wszystkich na bankową imprezę, na cześć jego awansu.
- Witam moją piękną rodzinkę. Ron, George i Charlie są już tutaj od półgodziny, myśleliśmy, że się już nie zjawicie.- powiedział wesoło Ben.
- Dziewczyny miały lekki poślizg.- zażartował Fred.
- Wypraszam sobie! To Hermiona się tyle stroiła, ja zawsze wyglądam pięknie.- powiedziała z powagą Ginny, po czym wybuchła śmiechem. Atmosfera sprzyjała żartom, wszyscy byli zadowoleni. Po chwili dołączyli do nas pan i pani Weasley, a także reszta rudego rodzeństwa. Ron nie wydawał się być zadowolony, ale zawsze tak było, gdy tylko stałam u boku Freda.
***
Zaniepokojony Fred wszedł do pokoju Ginny. Teoretycznie jej pokój stał się moją tamtejszą sypialnią. Praktycznie, ja spałam u Freda i Georga, Harry u Ginny, a drugi bliźniak z dobroci serca przeniósł się do Rona. Pokój był niewielki i skromnie urządzony. Łóżko stało po prawej stronie, obok łóżka mieściło się okno z pięknym widokiem na pobliski las.
W jego
oczach można było zobaczyć, tak rzadkie u niego zmartwienie, ale także troskę i
głęboki smutek. Od razu wiedziałam, że coś się stało lub dopiero stanie…
Każdy z nas ma w sobie choć odrobinę intuicji, która ujawnia się raz na jakiś czas. Mój wrodzony instynkt dawał mi do zrozumienia, że jego słowa zmienią wszystko, zmienią całe moje życie.
-Hermiona, musimy poważnie porozmawiać.- takie słowa nigdy nie wróżą nic dobrego.
- Sądząc po tym, że nigdy nie mówisz do mnie Hermiona, musi być coś na rzeczy, więc słucham.- za wszelką cenę trzymałam się nadziei, że zaraz wypali z jakimś „hahah, żartowałem moja Mionko”.
- Mam wrażenie, że to co teraz powiem, będzie miało destrukcyjny wpływ na wszystko, więc…
- Po prostu to powiedz...wiesz, że nie lubię, jak ktoś owija w bawełnę.
- Wiem, ale to nie takie proste.- spojrzał mi w oczy, było w nich tyle smutku, że zaczęłam bać się tego, co ma się zaraz wydarzyć.- Widzisz, jak Ron na nas patrzy. To sprawia mu ból, ja to wiem… On cierpi, bo on cię kocha. Wiem, że ty też go kochasz.- już miałam zaprzeczyć, powiedzieć, że traktuje go, jak brata kiedy dodał- Sama jeszcze nie jesteś tego świadoma, ale kochasz go jak brata. On nie jest twoją rodziną i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to przerodzi się w coś poważniejszego.
- Ale ja nie chce Rona, ja chcę ciebie.- nie mogłam powstrzymać łez, cieknących mi policzkach. Tego było za wiele. To on zrywa ze mną? Mi nawet to przez myśl nie przeszło. My jesteśmy szczęśliwi, a raczej byliśmy, bo tego co się teraz dzieję, szczęściem nazwać się nie da.
- Skarbie, myślisz że ja ciebie nie chce? Chcę i to bardzo, ale nie mogę patrzeć, jak mój brat cierpi, przez moje szczęście. Nie mogę być samolubny. – w jego oczach też zaszkliły się łzy.
- Jesteś samolubny. W tym momencie jesteś najbardziej samolubnym człowiekiem na świecie. Czy ty pomyślałeś, jak ja będę się czuć?
- Ty będziesz szczęśliwa z Ronem. Ja to wiem. Ja nie jestem ci pisany i nigdy nie byłem.- ujął moją twarz w obie dłonie.- On jest Ci przeznaczony. Uwierz w to. Ja nie jestem stworzony do bycia mężem. Ty dobrze o tym wiesz. – być może, przez to, że jego twarz była tak blisko mojej, albo dlatego że chciałam go zatrzymać już na zawsze, pocałowałam go z największą, jak do tej pory pasją. Przez chwilę się wahał, ale oddał pocałunek. Nigdy nie mógł mi się oprzeć. Chciałam, żeby doszło do czegoś więcej, chciałam żeby należał do mnie już zawsze. Nagle przestał, na moje nieszczęście opamiętał się.
- Hermi, błagam. Nie utrudniaj nam tego.- ucałował moje czoło i wyszedł z pokoju.
Każdy z nas ma w sobie choć odrobinę intuicji, która ujawnia się raz na jakiś czas. Mój wrodzony instynkt dawał mi do zrozumienia, że jego słowa zmienią wszystko, zmienią całe moje życie.
-Hermiona, musimy poważnie porozmawiać.- takie słowa nigdy nie wróżą nic dobrego.
- Sądząc po tym, że nigdy nie mówisz do mnie Hermiona, musi być coś na rzeczy, więc słucham.- za wszelką cenę trzymałam się nadziei, że zaraz wypali z jakimś „hahah, żartowałem moja Mionko”.
- Mam wrażenie, że to co teraz powiem, będzie miało destrukcyjny wpływ na wszystko, więc…
- Po prostu to powiedz...wiesz, że nie lubię, jak ktoś owija w bawełnę.
- Wiem, ale to nie takie proste.- spojrzał mi w oczy, było w nich tyle smutku, że zaczęłam bać się tego, co ma się zaraz wydarzyć.- Widzisz, jak Ron na nas patrzy. To sprawia mu ból, ja to wiem… On cierpi, bo on cię kocha. Wiem, że ty też go kochasz.- już miałam zaprzeczyć, powiedzieć, że traktuje go, jak brata kiedy dodał- Sama jeszcze nie jesteś tego świadoma, ale kochasz go jak brata. On nie jest twoją rodziną i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to przerodzi się w coś poważniejszego.
- Ale ja nie chce Rona, ja chcę ciebie.- nie mogłam powstrzymać łez, cieknących mi policzkach. Tego było za wiele. To on zrywa ze mną? Mi nawet to przez myśl nie przeszło. My jesteśmy szczęśliwi, a raczej byliśmy, bo tego co się teraz dzieję, szczęściem nazwać się nie da.
- Skarbie, myślisz że ja ciebie nie chce? Chcę i to bardzo, ale nie mogę patrzeć, jak mój brat cierpi, przez moje szczęście. Nie mogę być samolubny. – w jego oczach też zaszkliły się łzy.
- Jesteś samolubny. W tym momencie jesteś najbardziej samolubnym człowiekiem na świecie. Czy ty pomyślałeś, jak ja będę się czuć?
- Ty będziesz szczęśliwa z Ronem. Ja to wiem. Ja nie jestem ci pisany i nigdy nie byłem.- ujął moją twarz w obie dłonie.- On jest Ci przeznaczony. Uwierz w to. Ja nie jestem stworzony do bycia mężem. Ty dobrze o tym wiesz. – być może, przez to, że jego twarz była tak blisko mojej, albo dlatego że chciałam go zatrzymać już na zawsze, pocałowałam go z największą, jak do tej pory pasją. Przez chwilę się wahał, ale oddał pocałunek. Nigdy nie mógł mi się oprzeć. Chciałam, żeby doszło do czegoś więcej, chciałam żeby należał do mnie już zawsze. Nagle przestał, na moje nieszczęście opamiętał się.
- Hermi, błagam. Nie utrudniaj nam tego.- ucałował moje czoło i wyszedł z pokoju.
***
-Tak, ja.- wychrypiałam, ale od razu zakręciło mi się w głowie i niewiele mogłam zobaczyć, za to słyszałam bardzo dobrze.
- O, dzięki Bogu Fred. Hermiona zasłabła. Pomóż mi ją zabrać do skrzydła szpitalnego.- mówiąc to, niemalże płakała.
- Jasne. Miona coś ty zrobiła?- mówił to bardzo łagodnie, on już wtedy wiedział, ale przecież ja nikomu nie mówiłam… Sam się domyślił, zaobserwował. Wziął mnie na ręce i mocno przytulił do swojego ciała. Czułam przyjemne ciepło, nie chciałam żeby kiedykolwiek mnie puszczał. Stało się to jednak szybciej niż przypuszczałam.
- Fred,
Ginny dziękuje, a teraz nas zostawcie. Muszę ją zbadać.- powiedziała pani
Pomfrey. W tym samym czasie złapałam Freda za rękę. Nie mogłam być sama.
- Hermiona, chcesz żeby został?- zdołałam jedynie pokiwać głową.
Szkolna pielęgniarka szeptała nade mną, jakieś magicznie regułki. Sprawdziła w ten sposób gorączkę i wiele innych czynników chorobowych. Nie mogłam sobie pozwolić na puszczenie ręki Freda, więc większość mojej siły i uwagi skupiłam na nim. Słyszałam, jak pani Pomfrey zadaje mi jakieś pytania. Nie odpowiadałam, tylko patrzyłam w jego piękne brązowe oczy. Nigdy u nikogo nie widziałam takiego błysku w oku, był idealny: zabawny, miły, szczery, odważny, dowcipny, dobry, lojalny, kochany… Mogłabym, tak w nieskończoność wymieniać jego zalety. Zaraz… ale, przecież on…
- Hermiona, chcesz żeby został?- zdołałam jedynie pokiwać głową.
Szkolna pielęgniarka szeptała nade mną, jakieś magicznie regułki. Sprawdziła w ten sposób gorączkę i wiele innych czynników chorobowych. Nie mogłam sobie pozwolić na puszczenie ręki Freda, więc większość mojej siły i uwagi skupiłam na nim. Słyszałam, jak pani Pomfrey zadaje mi jakieś pytania. Nie odpowiadałam, tylko patrzyłam w jego piękne brązowe oczy. Nigdy u nikogo nie widziałam takiego błysku w oku, był idealny: zabawny, miły, szczery, odważny, dowcipny, dobry, lojalny, kochany… Mogłabym, tak w nieskończoność wymieniać jego zalety. Zaraz… ale, przecież on…
On zginął.
Do jasnej cholery, on nie żyje, a jednak przecież był ze mną. Ja go jeszcze
wczoraj całowałam. Jeszcze wczoraj, tak czule na mnie patrzył, jeszcze wczoraj
wyznawałam mu miłość. Przecież to na pewno działo się wczoraj. Jeszcze nie jest
ze mną, aż tak źle żeby mylić się w czasoprzestrzeni. Co się ze mną dzieję?!
To nie
możliwe… Znowu, znowu i znowu i znowu muszę to przeżywać. Ja już k*rwa nie mam
siły. Czemu los zabiera nam samych dobrych ludzi?! A może to Bóg? Mówią, że On
chce mieć dobrych ludzi u siebie, bo ma „za mało aniołów”. Oni niby tam się
cieszą. A co ze mną, co z wszystkimi, których kochali i z tymi, którzy kochali
ich. Dobrych ludzi łatwo pokochać. O czym ja mówię, jaki Bóg? Coś mi się
wydaje, że Bóg nie ma na to wpływu, tylko ludzie. To ludzie są okrutni, to oni
zabijają. Ja nie chcę dłużej żyć w pieprzonym, okrutnym świecie. Dłużej już nie
wytrzymam…
- Ron!
Obudziła się!- wykrzyczał Fred, ale zaraz to nie może być on… Dokładnie się
przyjrzałam i wtedy zobaczyłam, że to wcale nie mój kochany rudzielec, a
arystokratyczny blondyn.
-Draco…- wychrypiałam.
-Draco…- wychrypiałam.
***
Ja nie
zasługuje na miłość! Ja nie zasługuje na nic. Jestem nic nie wartym
morderczynią. Nie wiem, czemu tyle ludzi chce mi pomóc. Nie chcę mieć z nimi
nic wspólnego, nie chcę mieć nic wspólnego z kimkolwiek. Dla nich muszę się
jakoś trzymać, żeby się nie martwili, tylko że... JA NIE CHCĘ SIĘ TRZYMAĆ. Wolałabym
zatopić się w swojej pieprzonej rozpaczy już na zawsze, aż do zapchlonej
śmierci, a może nawet i po niej będę mogła
pogrążać się w rozpaczy. Jak mogłam ranić, tak wielu ludzi na swojej drodze.
Kim ja
jestem?!
Dobre
pytanie… Jestem czarodziejem, szlamą, morderczynią…? Nie, ja jestem niczym.
Zadziwiające jest to, że wszyscy tak się zamartwiają tym „niczym”.
***
Dopiero, gdy myślałam że wrócił zdałam sobie sprawę, jak bardzo go kochałam i jak bardzo był mi bliski. Tęsknota dobija mnie jeszcze bardziej niż przedtem. Rozpacz to nie jest odpowiednie słowo, aby opisać to co czuję, to coś o wiele, wiele, wiele bardziej potężniejszego. Znasz to uczucie, gdy nie jesteś w stanie powiedzieć, jak się czujesz? Albo co gorsza, jak bardzo jest Ci smutno, przykro? Jeśli tak, to spotęguj je parokrotnie, wtedy powinieneś choć trochę pojąć, jak się czuje.
***
- Czyli, to ty wciąż byłeś Fredem?- zapytałam cała we łzach, mój głos załamywał się na każdym słowie.
- Tak, ale nie martw się daliśmy radę. „Szlama” wyleczona.- Draco mówił łagodnie i czule.
- Ale Fred… On… Ja znowu… ja znowu go…
- Tak wiem, straciłam. Hermiona, musisz się uspokoić i coś zjeść wszystko będzie dobrze. Obiecuję.- podał mi na kanapkę.
- Nie obiecuj czegoś, czego nie możesz dotrzymać, Malfoy.- wycedziłam przez łzy i zrzuciłam kanapkę na podłogę.- On nie żyje. Nie przywrócisz go, już nigdy nie będzie dobrze. Nigdy! Słyszysz?! Cholernie nigdy!- mój głos nie był spokojny, ani opanowany. Był przerażający, sama się go przestraszyłam.
Przytulił mnie. Tak po prostu, jak nie Malfoy, jak Fred. Poczułam się, jakby on wrócił. Jakby przez Malfoya chciał mnie pożegnać. Wtuliłam się w jego umięśniony tors. Nie mogłam uwierzyć, jaką ulgę to przynosi. Moje serce krwawiło, ale mój duch unosił się, nie cierpiał.
Próbował mnie puścić, ale nie pozwoliłam. Póki nie boli, aż tak, jest dobrze. Chciałam krzyknąć- nie zabierajcie mi tego! Ale uświadomiłam sobie, że to nie oni, a on, Draco. To dzięki niemu poczułam się znośne. W tamtej chwili wydawało się to niemożliwe, a jednak… Czułam się kochana, ale przecież on mnie nie kocha, więc…
Kogo ja oszukuje, ja nie zasługuję, na miłość. Nie zasługuję na nic. Odepchnęłam go.
- Wyjdź! Chcę być sama. Już zawsze. Wynoś się.
- Hermiona, uspokój się.- powiedział łagodnie. Sięgnęłam po pobliską ramkę ze zdjęciem, chciałam ją w niego rzucić, ale na zdjęciu byłam ja razem z Fredem, Ronem, George, Harrym, Ginny… Zdjęcie wypadło mi z ręki, z oczu poleciała kolejna fala łez. On był taki szczęśliwy, nawet na zdjęciu zalotnie się do mnie uśmiechał… Przytuliłam się do zdjęcia. Draco spoglądał na mnie, widać było, że nie ma ochoty wyjść.
- Draco… Błagam, wyjdź.
- Nie możesz być teraz sama. Ja byłem sam, zawsze i uwierz nie jest fajnie. Pozwól mi tu z Tobą posiedzieć, jestem pewien, że to ci pomoże. Co jest takiego w tym Fredzie, co?- spróbował się do mnie pocieszająco uśmiechnąć, ale zamiast tego wyszedł mu dziwny grymas.
- Nie chcę, o nim mówić… On znowu umarł, ZNOWU!- przytulił mnie, jeszcze raz. Tym razem tylko ryczałam w jego koszulkę. Dzielnie to znosił. Głaskał mnie po włosach, a ja nie mogłam się opanować. Zaczęłam krzyczeć. To była rozpacz, prawdziwa, cholerna rozpacz. Chciałam wyrywać sobie włosy z głowy, trochę mi się nawet udało, ale Draco złapał mnie za nadgarstki i powstrzymał. Gdyby tylko tu był jakiś nóż, już dawno bym ze sobą skończyła. No i jeszcze Draco… gdyby nie on, już dawno skądś by zbierali moje zwłoki. Postanowiłam zasnąć, może to trochę pomoże. Jednak, nie chciałam opuszczać silnych ramion blondyna, więc usadowiłam się wygodnie i nie puszczając go, starałam się odpłynąć, ale moje próby zdały się na nic.
***
- Zostań.- wykrztusiłam
- Jak sobie życzysz, księżniczko.
Księżniczko? On tak do mnie mówił, zawsze gdy tylko chciał mnie rozśmieszyć. Na jego piegowatej twarzy zawsze pojawiał się wtedy piękny… najpiękniejszy uśmiech, jaki można ujrzeć u człowieka. Wiedział, że to mnie denerwuje, a mimo to tak strasznie kochałam, gdy wypowiadał te słowa. Kryła się w nich troska, obietnica, wszystko co do mnie czuł. To był, jakby nasz kod, nasz sekret. Ja wiedziałam, co chciał mi przekazać tymi słowami…
Potem zaczął mówić, tak do mnie Ron, no ale przecież to był król Weasley. W jego ustach to nie było to samo, ale Draco wypowiedział to w taki sposób… jak Fred. Zdołałam się tylko ponownie rozpłakać. Położył się koło mnie i przytulił. Nie silił się nawet na słowa pociechy, wiedział że nic nie zdziałają. Jego bliskość mi wystarczyła, żeby resztę nocy przeleżeć spokojnie. Na sen było za wcześnie. Myślałam, zatapiałam się we wspomnieniach. Starałam się, jakoś to przetrwać.
Nagle zaczęłam opowiadać Draconowi, który oczywiście nie spał, to wspomnienie ze skrzydła szpitalnego. Wtedy zasłabłam i tylko Fred wiedział dlaczego.
- Ja się wtedy cięłam i to bardzo. Koił mnie widok spływającej krwi, no i ten zapach. Często chciałam do tego wracać, ale zawsze wtedy przypominałam sobie Freda. On mi pomógł i to bardzo. W ten dzień straciłam już za dużo krwi. Nie mówiłam mu, co robiłam, a jednak domyślił się. Zawsze mi na tym zależało, żeby ktoś zauważył te maskę i ją zerwał, abym choć przy jednej osobie mogła być całkowicie sobą. Wiecznie szczęśliwa, zadowolona z życia Hermiona się cięła. To dopiero sensacja. Tak cholernie mi zależało, żeby ktoś na mnie zwrócił uwagę, zaobserwował moją prawdziwą twarz. W moim mniemaniu to jest miłość. Wystarczy po prostu znać kogoś bezgranicznie. Po prostu wystarczy?- zapytałam samą siebie- Jest to niewiarygodnie trudne i ciężko znaleźć taką osobę, ale tak jest. Nie wiele ludzi zdaję sobie z tego sprawę. My byliśmy jednymi z nielicznych, którzy tak bardzo to cenili. Potrafiłam go zrozumieć bez słów, z wzajemnością. Wystarczyło jedno spojrzenie i wiedziałam, jak on się czuję, znowu z wzajemnością.
- Nie mogę uwierzyć, że spędziliście ze sobą tyle pięknych chwil. Jednak jedno nie daje mi spokoju. Dlaczego się wtedy cięłaś? Przecież wyglądałaś na szczęśliwą, z resztą myślałem, że tylko słabi to robią.- miałam wrażenie, że zaciągnął rękawy swojej bluzki.
- Draco? Od kiedy ty jesteś taki czuły, opiekuńczy? Nie zrozum mnie źle, ale… nie sądziłam, że tak szybko się przełamiesz.- z moich oczu wciąż płynęły łzy, ale nie umiałam ich zatrzymać. Przynajmniej siliłam się na spokojny ton.
- Po prostu nie mogę patrzeć, jak cierpisz. To ja powinienem tak cierpieć nie ty.- w jego oczach pojawiła się dziwna mgła, otępienie. Pojawił się w nich prawdziwy Malfoy. Teraz go ujrzałam, całego. Ujrzałam jego duszę, to jaki jest. Wiedziałam, co zaraz powie. Nie mogłam dopuścić by te słowa padły.
- Ty też, nie zasłużyłeś na cierpienie. Nikt, chyba nie zasłużył, ale ono przychodzi, zawsze przychodzi. Nikt nie jest w stanie go zatrzymać, ani zatuszować. Cierpienie jest w każdym człowieku, nawet jeśli o tym nie wie. Ja przepraszam, że płacze, ale nie mogę tego powstrzymać. To jest silniejsze ode mnie.- zaszlochałam.
- Nigdy mnie nie przepraszaj. Nigdy.- dopiero zauważyłam, że to co mówiłam o Fredzie, zaczyna dziać się też tutaj. Rozumiem go bez słów, on mnie, ja… Nie! Fred jest, a raczej był miłością mojego życia. Już nigdy nie znajdę drugiej. To smutne, jak o tym pomyśle, ale tak jest.
- Dobrze, ale ty nigdy nie mów nigdy… Nienawidzę słów: nigdy i zawsze. One są obietnicami, których nikt nie spełnia. Mimo to wciąż ich używam, mam wrażenie, że nawet częściej niż inni. – poczułam nagłe zmęczenie. Chyba mogłabym zasnąć.
- Rozumiem cię.- usłyszałam, jak przez mgłę. Moje marzenia znowu się spełniły. Ktoś mnie rozumie.
***************
Znowu nowy rozdział! Przyznam, że nie myślałam iż tak szybko mi pójdzie. Mam nadzieję, że rozdziały są coraz lepsze. Tutaj, porównując do poprzednich rozdziałów, jest o wiele lepiej z opisami. Obiecuję, że jeszcze będę nad nimi pracować. Zachęcam do przeczytania krótkiego wyjaśnienia, mam nadzieję, że pomoże zrozumieć wiele spornych kwestii ;) serdecznie proszę o pozostawiania komentarzy, są one paliwem dla każdego autora. Wydaję mi się, że ze względu na ich małą ilość muszę postawić warunek:
8 komentarzy = następny rozdział.
Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Nie jest to duża liczba. Preferuję zasadę małymi kroczkami do sukcesu. Jednak jeśli będzie ich więcej, będę mile zaskoczona.
Do następnego rozdziału ;) !
PS. Nie zapomnijcie o CZYTAM = KOMENTUJE!
Ooo tak <3 Właśnie na to czekałam :D Ludzie, pospieszcie się z tymi komentarzami, bo nerwowo nie wytrzymam. Nie mogłam się doczekać by przeczytać, co Twoja genialno-chora głowa wymyśliła :D (mam nadzieję, że nie dotknęło Cię to co napisałam)
OdpowiedzUsuńGenialno-chora głowa to największy komplement, jaki w życiu dostałam :* Dzięki za pierwszy komentarz, bardzo na niego czekałam :) + mam nadzieję, że będzie więcej zaciekawionych moim opowiadaniem czytelników :D
UsuńWątek z Ginny- Genialny <3 Z Fredem tak samo.Masz intrygujący styl pisarski, bardzo mi przypadł do gustu. Ludzie... Czy naprawdę sprawia Wam taką przyjemność niedodawanie komentarzy i skazywanie mnie na mękę oczekiwań? Czemu nikomu się nie chce skomentować tak genialnych wytworów? :D
OdpowiedzUsuńDzięki ;D I tez mam nadzieję na komentarze, bo już połowa 6 rozdziału napisana ;)
UsuńNie, nie, nie. Po prostu jedno wielkie NIE. Nie rozumiem jak można wypisywać takie bzdury. Niewyobrażalne okropieństwo. I jeszcze wpaść na taki beznadziejny pomysł jak...hamowanie swojego talentu pisarskiego przez nic nie warte 8 komentarzy? :D Jesteś taka genialna w robieniu tego ff i jeszcze każesz mi czekać, aż Ci głupi ludzie łaskawie skomentują, no :( Wstawiaj rozdział 6 jak najszybciej!
OdpowiedzUsuńMożesz mieć rację. Wstawię 6 rozdział mimo wszystko :D I ogólnie dziękuje za komplement <3 Do tego genialny nick Syriuszu :* (moja ulubiona postać z HP). Oby więcej takich ludzi, jak ty :D
Usuń