ROZDZIAŁ 7

Take my mind and take my pain
Like an empty bottle takes the rain
And heal, heal, heal, heal

Take my past and take my sense
Like an empty sail takes the wind
And heal, heal, heal, heal

And tell me some things last
And tell me some things last

Take my heart and take my hand
Like an ocean takes the dirty sands
And heal, heal, heal, heal

      - Tom Odell "Heal" 


Wszystko działo się tak szybko… Jednak ktoś był szybszy. Harry rzucił się w stronę Ginny.
- Protego!- krzyknął . Mimo to obydwoje upadli na podłogę, niczym martwe ciała. Spojrzałam na zamaskowanego śmierciożercę i bez zastanowienia krzyknęłam:

- Crucio!- obiecałam sobie, że będą cierpieć wszyscy, którzy skrzywdzili mnie lub moich bliskich i tak się stanie. Ja zawsze dotrzymuję obietnic. Śmierciożerca wił się z bólu. Spadła mu maska…
- Rookwood…- syknęłam. Krzyczał coraz głośniej, nie potrafiłam tego zakończyć. Obrazy wirowały mi przed oczami, zawalona ściana, martwy Fred, Ron cały w  gruzie, krwawiący Harry i znowu martwy Fred. Moje oczy zalały się łzami. Przerwałam zaklęcie. W tym samym czasie, Draco rzucił drętwotę na drugiego, a ja unieruchomiłam Rookwood’a jednym prostym zaklęciem. Natychmiast pobiegłam w stronę Harry'ego i Ginny. Wybraniec biegnąc w jej stronę osłonił ją własnymi plecami, więc teraz leżeli przytuleni do siebie. Natychmiast sprawdziłam im puls w nadgarstkach, na szczęście żyli. Nie wiem, jakim cudem, bo nie widziałam, aby zaklęcie się odbiło… a mówią, że cuda się nie zdarzają. Musiałam ich odłączyć, żeby nie zabrakło im powietrza. Spróbowałam podnieść Ginny, ale moje starania nie pomogły. Nie chciałam przenosić jej czarami, więc poprosiłam Draco, aby zrobił to za mnie. Podniósł ją i zaniósł do łóżka. W tym samym momencie zauważyłam, że pod Ginny leżała różdżka. Podniosłam ją, myśląc że należy do Harry'ego. Oczywiście nie była jego, a rudej. Natychmiast rzuciłam zaklęcie Priori Incantatem. Z różdżki wyleciała mgła przypominająca tarczę, czyli to ona rzuciła zaklęcie. To ich uratowało.
- Draco!- krzyknęłam.- To Ginny zasłoniła ich tarczą, Harry nie zdążył. Zrobiła to z lekka nieudolnie, dlatego są nieprzytomni.- krzyczałam jak idiotka, Ginny zdrowieje, użyła różdżki.
- Nie możliwe.- powiedział lekceważącym tonem.
- Rzuciłam Incantatem, to była ta różdżka.- Draco przysunął się do mnie zaintrygowany. Sprawdził wszystko jeszcze raz i przestał mieć wątpliwości.
- Ale to znaczy, że…- zrobił krótką pauzę- użyła czarów.
- No raczej, Draco!- rzuciłam mu się na szyję. W tym samym momencie zauważyłam Rookwood’a, który zaczął iść w naszą stronę. Na szczęście Draco pomyślał, żeby zabrać im różdżki.
- Nie ruszaj się pieprzona gnido.- wyrwałam się z objęć Dracona. Ten natychmiast się odwrócił i wycelował w niego różdżkę.
- Nie raz rzucałem Avadę i ty dobrze o tym wiesz.- powiedział bardzo spokojnym tonem. Tylko mocno ściśnięta pięść na głogowym drewnie zdradzała jego zdenerwowanie.- Kto was tu przysłał i lepiej gadaj od razu. Nie zmuszaj mnie do przemocy Augustusie.- powiedział, znacznie zmniejszając odległość między nimi.
- To… Bellatrix.- wychrypiał.
- Nie pierdziel. Ją zabiła Molly.- powiedziałam.
- Kiedy to prawda.- powiedział z wrednym uśmieszkiem na śmierciożerczych ustach.
- Coś mi się wydaje, że kłamiesz. Ale to żadna nowość, Śmierciożercy zawsze tak mają.- powiedział sarkastycznie Draco.
- Chyba coś o tym wiesz, co? Dracusiu? Jak się trzyma ojczulek i kochana mamusia? A nie czekaj, przecież nie żyją. Zabiłem ich, ale wielka szkoda.- zaskrzeczał. Czyli to tak zginęli jego rodzice...
- Ty wredny, chu…
- Crucio- krzyknęłam. Ten zaczął krzyczeć i zwijać się z bólu. Draco spojrzał na mnie z wdzięcznością. Przestałam.- Może teraz powiesz kto cię przysłał?
- Czarny Lord nie zdążył pozabijać wszystkich, więc trzeba spełnić jego wolę.- powiedział dysząc.
- I powierzyłby to komuś tak głupiemu, jak ty?- zapytałam.
- Nie mnie, Bellatriks. Już mówiłem.- znowu stał się „pewny siebie”.
- Jej przeklęte ciało gnije teraz w grobie. No chyba, ze wasz czarny lodzik, oj przepraszam lordzik, znalazł zaklęcie na przywracanie zmarłych.- mój głos chyba nigdy nie był tak sarkastyczny.
- Jak śmiesz, szlamo?- wychrypiał patrząc mi głęboko w oczy.
- Szlamą byłam, gdy Voldemort żył. Teraz jestem jedną z najpotężniejszych czarownic, ty nic nie warty śmieciu. Jesteś tchórzem i dobrze o tym wiesz.- byłam wściekła. Nikt nie będzie mnie obrażał. Zwłaszcza morderca Freda, mojego najlepszego przyjaciela, mojego narzeczonego…
- Drętwota- wykrzyczał Draco. Po czym związał go magicznymi pętami, to samo zrobił z drugim już wybudzającym się Śmierciożercą. Deportował się z nimi do piwnicy, gdzie były lochy rodu Blacków. Łatwo stamtąd nie uciekną.

Wrócił i zastał mnie całą zapłakaną. Wspomnienie martwego Freda przeniknęło mój mózg. Nie byłam w stanie kodować nic innego.
- Fred, nie! Nie rób mi tego! Słyszysz?! Fredziu! Ed! Błagam otwórz oczy!- wykrzykiwałam. Poczułam, że ktoś mnie mocno przytula i mówi kojącym głosem. Ja jednak byłam, gdzie indziej. Byłam przy Fredzie… Byłam z nim. Przytulałam do piersi jego martwe ciało. Krzyczałam, żeby się obudził. Robiłam wszystko, co w mojej mocy. Jego i moja koszulka była mokra od krwi i łez. Nagle, zobaczyłam, jakby schodzącego z sufitu Freda. Uśmiechał się promiennie, złapał mnie za rękę i chciał poprowadzić na górę, byłam taka szczęśliwa, z nim już na zawsze… ale coś trzymało mnie za drugą dłoń i za wszelką cenę nie chciało puścić.
- Fred. Kocham Cię.- pokiwał głową i pocałował mnie w czoło. Zniknął…
- Miona! Ty żyjesz. Dzięki bogom.- Draco ściskał mnie mocno za rękę, a w oczach miał łzy ulgi i szczęścia. Leżałam na jego kolanach.
- Widziałam go. On jest szczęśliwy. Chciał mnie ze sobą zabrać, ale coś mnie zatrzymało i nie mogłam.- byłam zbyt słaba by wstać o własnych siłach. Dlatego lekko mnie podniósł i usiedliśmy przy ścianie. Fred jest szczęśliwy, to dlaczego ja nie mogę?
- Dzięki Bogu. Nigdy więcej tak nie rób. Słyszysz? Nigdy! Nie teraz, kiedy jesteś mi potrzebna.- mocno mnie przytulił. Byłam mu wdzięczna, gdyby nie on kto wie, co by się ze mną stało.- Koch…
- Nie kończ.- powiedziałam słabo- Te słowa to największa obietnica, jaką możesz komuś dać. Nigdy nie mów tego pochopnie. Musisz być w stu procentach pewien, jeśli nie jesteś nie mów. Okay? To nie jest dobry czas na obietnice.- po czym jeszcze mocniej go przytuliłam. Pocałował mnie. Nasz drugi pocałunek. Był zapalczywy, jakbyśmy zaraz mieli zapaść się pod ziemię. Namiętność była wyczuwalna na kilometr. Włożyłam jedną rękę w jego piękne blond włosy i znalazłam w sobie wystarczająco dużo siły by usiąść na nim okrakiem. Był taki czuły, a zarazem dziki i agresywny. Ten pocałunek miał o wiele więcej namiętności i zaangażowania niż poprzedni.
- Nie przeszkadzam?- chrząknął Harry. Natychmiast oderwałam się od Dracona. Znowu poczułam, jak kręci mi się w głowie, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Owszem Potter, przeszkadzasz.- powiedział niczym niewzruszony blondyn. Zeszłam z jego kolan.
- Jak się czujesz, Harry?- spytałam zatroskanym głosem.
- Nie najlepiej. A co z nią?- spojrzał na rudą skulona postać na łóżku.
- Wyjdzie z tego. Dostała mniejszą dawkę zaklęcia niż ty, więc na pewno niedługo się obudzi.- odpowiedziałam.
- Hermiona, ale ja nie zdążyłem rzucić tego zaklęcia. Ja, ja powinienem być teraz tam z Syriuszem…- wydusił.
- To Ginny rzuciła zaklęcie.- odpowiedział Draco.
- Ginny? Ale przecież ona… to niemożliwe.- zająknął się Harry.
- Możliwe, możliwe. Wydaję mi się, że to tak zwana terapia szokowa, czy coś takiego.- tłumaczył blondyn.
- Draco? Od kiedy ty się tak znasz na mugolskich sprawach? Najpierw cnotki, teraz terapia szokowa?- siliłam się na zabawny ton. Fred mi coś uzmysłowił. Trzeba być silnym nie dla innych, lecz dla siebie, nie wolno okazać słabości przed samym sobą. Tak też zrobię. Fred kochał żartować, muszę to robić częściej, choćby po to by uczcić jego pamięć.
- Ha ha ha, nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć takie rzeczy.- odpowiedział z oczywistą ignorancją.
- A jednak.- ucałowałam go w policzek i się podniosłam, Draco zrobił to samo. Ponownie zakręciło mi się w głowie. Próbowałam oprzeć się o ścianę, ale poczułam jak silne ręce podtrzymują mnie za nią. Nie mogłam teraz zemdleć. Nie w takiej chwili. Zebrałam wszystkie swoje siły i wyprostowałam się.
- Powinnaś odpocząć- powiedział zatroskanym głosem Draco, wciąż obejmując mnie w talii.
- Dam radę.- odpowiedziałam. Nie jestem słaba.
- Nie kłam.- powiedzieli jednocześnie Draco i Harry.
- Ohh przestańcie. Zostanę przy Ginny, czy to się wam podoba, czy nie.- wykrzesałam z siebie dość spora dawkę energii, bo nie zaprotestowali. Usiadłam koło łóżka.
- Zróbcie coś do jedzenia. Padam z głodu.- uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, księżniczko.- powiedział Draco- Harry ty też powinieneś odpocząć.
- Harry? Od kiedy tak do mnie mówisz? Widzę, że Miona ma na ciebie dobry wpływ.- uśmiechnął się.
- Śmiejcie się ze mnie ile chcecie, ale mamy o wiele większe problemy… Idę zrobić to żarcie i pogadamy.- powiedział z poważną miną.

Usadowiłam się wygodnie i myślałam nad tym, co się dzisiaj stało. Wiele tego… Całowałam się ze swoim byłym wrogiem i to dwa razy. Ginny i Harry'ego zaatakowali Śmierciożercy. Nie byle jacy, sam Rookwood zaszczycił nas swoją obecnością. Zabiję gnoja, przysięgam. Nigdy nie zapomnę, jak to się stało… jak zginął Fred. Nigdy. Harry wydawał się dzisiaj znowu normalny, ale te napady nie miną tak szybko. Obawiam się, że znowu wybuchnie w nieodpowiednim momencie. Co z Ginny? Czy ona już wyzdrowiała? Draco mówi, że do tego jeszcze długa droga, ale to jest bardzo dobry początek. Rzuciła zaklęcie, teraz nie można tego zaprzepaścić. Muszę jej pomóc z tego wyjść…
Widziałam się z Fredem. To było piękne. Był taki prawdziwy. Chciałam pójść razem z nim, już nigdy go nie opuszczać, ale coś mnie trzymało na Ziemi. To była ręka Draco, albo coś zupełnie innego… Wiem jedno tak szybko nie mogę stąd odejść, ale jak już odejdę będę szczęśliwa, jak Fred… Poczułam, że ktoś mnie podnosi. Byłam tak zmęczona, że już nie miało znaczenia kto. Wtuliłam się w twardy tors i zamruczałam lekko, było mi tak przyjemnie. Ucałował mnie w czoło. Otworzyłam oczy…
- Tata?
- Tak kochanie, to ja. Jesteś zmęczona, odpoczywaj.
- Ale jak?- nagle zaczął się zmieniać, ale przecież to nie możliwe…
- Tato?!- zerwałam się z łóżka, pozostała po nim tylko gęsta mgła. Wsadziłam w nią dłonie, czułam jakby płonęły, ból był okropny. I do tego, gdzie on się podział? Tak dawno go nie widziałam… Spojrzałam na własne ręce, ciekła z nich gęsta, bordowa krew. Zaczęłam krzyczeć i szukać czegokolwiek do wytarcia…
- Hermiona! Hermiona! Szybko przynieś opatrunki? Słyszysz? Ron do cholery przydaj się do czegoś! Cholera Hermiona, co ci jest?
- Draco?- zapytałam zachrypniętym głosem.
- Ile razy jeszcze będziesz dzisiaj w niebezpieczeństwie?
- Co się stało?- zapytałam próbując się lekko podnieść.
- Myślałem, że ty mi powiesz. Zasnęłaś tu, chciałem Cię przenieść, ale twoje dłonie zaczęły krwawić. Myślałem, że to znowu ta szlama, ale w miejscu gdzie siedziałaś zobaczyłem nóż. Czy ty się pocięłaś?- był zdenerwowany. Ile jeszcze razy dzisiaj będzie musiał ratować damę z opresji?
- Mam je!- do pokoju wbiegł zdyszany Ron.- Czy wszystko w tym domu musi być odporne na cholerne Accio?
- Tak musi.- odpowiedział zirytowany Draco- Zobacz co tu się dzieje. Musimy się stąd wyprowadzić. Mam wiele domów… Wystarczy, że się do jakiegoś przeniesiemy, tam rozwiążemy wszystkie problemy.
- Malfoy? Chyba mamy teraz ważniejsze sprawy…- wskazał na mnie głową.
- Przepraszam, Hermiona…- opatrzył mnie, znowu. Już się nawet nie krzywiłam.
- To był sen.- zaczęłam.- Śnił mi się ojciec, zamienił się w dziwną mgłę, wsadziłam tam dłonie i wtedy poczułam ból… no i się obudziłam. Draco, Ron, ja przepraszam, skupcie się teraz na Ginny. Ja już sobie pójdę.- o dziwo wstałam. Doszłam do drzwi, gdy poczułam rękę na mojej talii, był to nie kto inny, jak przystojny blondyn.
- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci pójść samej.- uśmiechnął się.- Ron zostań z Ginny, powinna się niedługo obudzić.
- Jasne…- mruknął.

Siedziałam na łóżku w moim niewielkim pokoju, który prawdopodobnie niedługo opuszczę. Powinnam się z tego cieszyć, acz przywiązałam się do niego. Tyle rzeczy miało tu miejsce, tyle złych rzeczy.

- Jak się czujesz, co?- zapytał troskliwie.
- Ujdzie.
- A naprawdę?- zapytał bez cienia sarkazmu.
- Beznadziejnie. To chciałeś usłyszeć? Napadli nas cholerni Śmierciożercy, można powiedzieć, że widziałam się z Fredem i do tego ten sen. Chce żeby było, jak dawniej, bez takich cholernych problemów, bez zastanawiania się po co jestem, bez…- wszedł mi w słowo.
- … beze mnie. To chciałaś powiedzieć?- w jego oczach pojawiły się iskierki stłumionego gniewu.
- Dobrze wiesz, że nie…- odpowiedziałam.
- Wiem, ale dostrzeż też pozytywy. Gdy tylko złapiemy wszystkich Śmierciożerców, a nie zostało ich dużo, będzie spokój już zawsze. Obiecuję ci, okay?
- Powinnam powiedzieć okay, prawda?
- Dobrze, że się rozumiemy.- ucałował mnie w policzek. Mimowolnie się uśmiechnęłam.- Odpocznij, potem porozmawiamy.
- Zo…
- Oczywiście, że zostanę.- nie mam już żadnych wątpliwości, co do tego, czy mnie zna. Wydaję mi się jednak, że dla jego dobra nie powinniśmy się spotykać, ma wystarczająco dużo problemów beze mnie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku.
- Mam nadzieję, że ten koszmar już nie wróci.
- Zastanowimy się nad nim, gdy w końcu odpoczniesz.- powiedział karcąco.
Długo się wierciłam, ale jego silne ramiona podpowiadały mi, że jestem bezpieczna. Przecież z nim nic mi się nie stanie…
 
***

Otworzyłam oczy. Światło prześwitywało przez ciężkie granatowe zasłony.
- Cześć piękna.- przywitał się uśmiechnięty blondyn. W takich chwilach, aż chce się wierzyć, że życie jest piękne.
- Chyba nigdy tak dobrze nie spałam.- przytuliłam się do Dracona. Rzeczywistość była silniejsza…
- Idę się umyć, a potem pogadamy.- powiedziałam.
- Jasne idę zrobić śniadanie.
Poszłam do przytulnej łazienki z wielką wanną. Napełniłam ja wodą i jakimś zapachowym płynem. Nienawidzę długich kąpieli, za dużo się wtedy myśli. Rozebrałam się i weszłam do przyjemnej, ciepłej wody. Umyłam się dokładnie, wychodząc owinęłam się puszystym ręcznikiem. Ubrałam się w schludne i wygodne rzeczy. Dzisiaj musiałam wyglądać dobrze, jak zdrowa na ciele i umyśle, bez żadnych problemów kobieta. Rozpuściłam włosy, a grzywkę spięłam czarną spinką. Od dawna się nie malowałam, nie miałam dla kogo, skoro praktycznie nie wychodziłam z łóżka. Czas to zmienić, rozwiązać wszystkie swoje problemy, począwszy od makijażu. Spojrzałam w lustro, dawno nie wyglądałam tak ładnie. Niestety w ciągu tych tygodni, miesięcy, kto wie… ubyło mi sporo kilogramów. Moja sylwetka nie prezentuje się tak dobrze, jak kiedyś. Wyszłam z łazienki, mimo wszystko zadowolona ze swojego wyglądu.
- No nareszcie.- powiedział, gdy tylko uchyliłam drzwi. Uśmiechnęłam się.- Wyglądasz, jak…- dziwna pauza- … jak żywa
- Dawno nie dostałam tak miłego komplementu.- uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.- Mmm… pięknie pachnie. Jak dawno nie jadłam omletu.- oblizałam się.
- Cieszę się.
- Z tego, że dawno nie jadłam omletu?- zaśmiałam się i zasiadłam do stolika zawalonego jedzeniem.- Podaj mi dżem truskawkowy.
- Mogłaś sama go sięgnąć.- powiedział podając mi dżem. Dotknęłam jego dłoni spoczywającej na słoiku.
- Owszem mogłam.- posłałam mu uśmiech godny Mona Lisy. Szczerze się zaśmiał.
- Widzę, że Mionka ma dzisiaj wyśmienity humor. Czym jest to spowodowane?
- Może tym, że w końcu się wyspałam, przyzwoicie wyglądam i jem śniadanie z przystojniakiem.- czy ja zaczynam go podrywać?
- Przestań, bo się zarumienię.- odpowiedział ironicznie.
- Oj Dracuś, roboty się nie rumienią.- nie mogłam w to włożyć więcej ironii.
- Kurde, rozgryzłaś mnie.- uśmiechnął się. Nastała chwila ciszy. Ukroiłam i wsadziłam sobie do buzi spory kawałem omletu.- Przykro mi, ale musimy pogadać. Jest mnóstwo spraw do omówienia. Po pierwsze Fred, po drugie twój kolejny realistyczny sen, po trzecie Ginny, po czwarte… nasz pocałunek. Od czego zaczniemy?- przełknęłam jedzenie.
- O rany, ten omlet jest wyśmienity.- próbowałam, oczywiście nieskutecznie zmienić temat.
- Hermiona…
- Wiem, wiem… To co z Ginny? Obudziła się?- zaczęłam od najmniej krępującego tematu i wepchnęłam sobie do buzi następny kawałek, matko jak on genialnie gotuje!
- Owszem. Przestała się bać Harry'ego, to jest dobra nowina, nawet bardzo. Jednak wciąż ma obiekcję do różdżek. Myślę, że z czasem to wszystko się unormuję.- wstałam z krzesła.
- Idę z nią porozmawiać.
- Usiądź.- rozkazał, a ja zrobiłam to co powiedział.- To może poczekać, z resztą myślę, że ona powinna jak najwięcej odpoczywać. Są ważniejsze rzeczy. Zdajesz sobie sprawę, że te sny były zbyt rzeczywiste?- znowu stał się poważny.
- Oczywiście, że zdaje. Po prostu jest to dla mnie za wiele… Te wszystkie wspomnienia, w które popadałam, ta szlama, to… Mi już się nie chcę o tym myśleć.
- Zdaję sobie z tego sprawę, naprawdę. Mimo wszystko, żeby rozwiązać te problemy raz na zawsze, musimy o nich porozmawiać. Czy nie zauważyłaś w nich nic charakterystycznego, w tych wspomnieniach, w snach?
- Teraz, jak to mówisz to chyba rzeczywiście było. One wszystkie kończyły się idealnie szarą mgłą. Wcześniej nie zwróciłam na to, zbytniej uwagi…
- Szarą, jak ta mgła w którą wsadziłaś dłonie?- zapytał podejrzliwie.
- Taka sama… Tylko nie tak gęsta. Draco myślisz, że to jakiś rodzaj czarnej magii? Że ktoś zsyłał na mnie te wszystkie smutne wspomnienia, ten cały ból? Tylko po co?- zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak bardzo prawdopodobny jest ten scenariusz.
- O powody nie ma się, co martwić… Mnóstwo ludzi cię nienawidzi i tyle samo kocha. Pytanie brzmi: kto do cholery to robi?
- Pamiętasz, co mówił Rookwood? Że Bellatriks ich nasłała….
- Pamiętam, ale ona na pewno nie żyję. Przykro mi to mówić, ale byłem na pogrzebie. Co do tego nie ma wątpliwości… Ktoś się musi za nią podszywać, albo to jedynie pseudonim.
- Pseudonim?
- Ależ oczywiście, po to żeby wzbudzić większy strach. Wydaję mi się, że przyszedł czas na użycie veritaserum. Mam dziwne przeczucie, że napady Harry'ego także się wyjaśnią.
- Możesz mieć rację. Pójdziemy dzisiaj do tych zasranych Śmierciożerców. Czas to wszystko wyjaśnić, raz na zawsze… Trzeba rozpocząć kolejną bitwę.
- Oby zwycięską.- dodał z grobową miną.

******************


Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Mało w nim życiowych mądrości, ale obiecuję, że się poprawię ;) Przepraszam też za małą ilość opisów, które w moim przypadku kuleją. 

Wiem, że to już nudne, ale bardzo mi zależy mi na waszej ocenie, którą możecie pozostawiać w komentarzach. Chciałabym też od razu z całego serca wam (mam nadzieję czytelnikom xd) podziękować, szczególnie tym, którzy skomentowali, co daję mi kopa do pracy. 
Podziękowania należą się także, mojej wiernej becie: Alohomora Mind i graficzce (która jest także betą, ale cssi): Lessey Chan.
W planach mam dodanie szablonu, co powinno ułatwić poruszanie się na blogu.
Nie zapomnijcie przeczytać krótkiego wyjaśnienia. :D
(Luźna sugestia C:) Jeśli wam się podobało, byłoby mi bardzo miło, gdybyście polecili je innym dramionomaniakom :D
                                                  
                                           Potterowego życia ;) - Carla 
                                           

5 komentarzy:

  1. Hej. :)
    Fakt, brak opisów troszkę razi, ale myślę, że trochę poćwiczysz i będzie dobrze. :) Trening czyni mistrza w końcu, a ja trzymam za Ciebie kciuki. Poza tym szybko przechodzisz z jednej akcji do drugiej i troszkę dziwnie się czyta. Mogę Ci doradzić, żebyś postawiła się na miejscu osoby, z którą się utożsamiasz. Mi np. bardzo to pomaga i potrafię w miarę realistycznie opisać to, co chcę, choć wiadomo, że błędów robię masę i strasznie mnie to denerwuje. Swoją drogą podoba mi się Hermiona, którą ukazujesz w swoim opowiadaniu. Niby ma świadomość, że jest potężną czarownicą, ale z drugiej strony jest słaba, jak mała dziewczynka. Nie jest przyzwyczajona do widoku śmierci i ludzkiej krzywdy, a teraz wiele tego przewija się przez jej życie. Draco, cóż, w największej tragedii ludzie się zmieniają, ale właśnie, musi być bodziec. Inaczej nic nie ruszy. Jest opiekuńczy. Pozbył się skorupy obojętności i ignorancji. W końcu świta, przed którą musiał udawać twardego wykruszyła się i dobrze, że wziął się za siebie. Ciekawie opisałaś wątek z Fredem. No i zaskakująca sprawa z Ginny, że była w stanie ochronić siebie i Harrego. Brawo. :) Jednak, jak widać, chcieć znaczy móc. Pewna jestem, że z czasem naprawisz błędy. :) Jak pisałam wyżej, będę trzymała kciuki i dopingowała. :) W końcu nikt z nas nie rodzi się od razu genialnym pisarzem. Trzeba wyrobić w sobie pewne cechy, tego Ci życzę (i sobie też :P). Pozdrawiam gorąco i weny życzę! :)
    http://za-czasow-huncwotow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię <3 i za rady :D Na pewno się przydadzą, wiem, że robię masę błędów, a ta szybka akcja też mnie dołuje... Mam nadzieję, że z czasem wszystko się wyjaśni i stanie zrozumiałe. Opisy to moja pięta achillesowa, z którą zamierzam walczyć. :D

      Usuń
  2. Jeju, dopiero zauważyłam, jak się rozpisałam... I jak wszystko chaotycznie napisałam. Trudno, przekazałam, co miałam do przekazania. Jak się człowiek spieszy, to tak to wychodzi. :) Jeszcze raz pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie obszerne opinie zawsze mile widziane ;)
      (PS. Dzięki za nabicie liczby komentarzy xd)

      Usuń
    2. You're welcome. :P Następny do kolekcji. I przy nowych notkach będzie więcej, obiecuję!
      http://za-czasow-huncwotow.blogspot.com

      Usuń