ROZDZIAŁ 8





„Bliskość i namiętność to tylko jedna z wielu puzzli składających się w miłość. Jeśli znajdziesz wszystkie elementy układanki, wtedy dopiero możesz powiedzieć: „kocham cię”. Inaczej będzie to kłamstwo, a wszyscy nienawidzą kłamców, a zarazem wszyscy nimi są. Znam mnóstwo „szczerych osób” i myślę, że ta szczerość to nic innego, jak przyznanie się do bycia kłamcą. Wmawianie sobie, że tak nie jest to tylko strata czasu.
                 
                                                                                                           - Hermiona Granger 




- Rana się już zabliźniła?
- Pytasz o „szlamę”?- zapytałam.
- Owszem.- odpowiedział uśmiechnięty Ron.
- Z nią już wszystko w porządku, ledwo co ją widać.
- To dziwne, że lekarstwem była amortencja…- dodał.
- Mnie też to dziwi, ale w końcu to jeden z najsilniejszych eliksirów. Wciąż, jeszcze nie do końca wiadomo, jak działa. Może ma więcej właściwości niż przypuszczamy.
-Widzę, że powróciła dawna wymądrzająca się Hermiona. Tęskniłem.- zaśmiał się Ron. Oczywiście dostał za to porządnego kuksańca w żebra.- I do tego, jaka agresywna. No, no, no wracasz do zdrowia to pewne.- zaśmiałam się, wstałam z łóżka by usiąść na fotelu. Ta leżąca postawa już mi zbrzydła.
- Jak tam u George’ a? Jak mały?
- U nich świetnie, Fred wciąż rozrabia. Taki mały, a i tak widać, że wdał się w stu procentach w ojca.- Ron z uśmiechem opowiadał o swoim ukochanym chrześniaku.
- Jego imiennik byłby z niego dumny.- wspominanie Freda wciąż przychodziło mi z trudem, ale nie mogę o nim zapomnieć. To byłby błąd mojego życia.
- Wiem…- uśmiechnął się do mnie współczująco. Nigdy nie dało się mnie pocieszyć, ale wbrew pozorom już tego nie potrzebowałam.
- Brakowało mi zwykłych rozmów z przyjaciółmi, wiesz?- zmieniłam temat.
- A ja myślałem, że wręcz przeciwnie.- uśmiechnął się, o dziwo, malfoyowskim uśmiechem.- Czyżby Dracon nie był dobrym towarzyszem rozmów?- dopiero teraz zauważyłam, ile w tym uśmiechu było wścibskiego Malfoya, jego poprzedniego wcielenia.
- Ron… Nie pozwalaj sobie, okay? Ja się nie wcinam w twoje relacje z ludźmi.- odpowiedziałam, jak najbardziej szczerze.
- Bardzo bym chciał, żebyś się wtrącała.  Myślałam, że rzuciłaś mnie, bo nie mogłaś przetrawić tego, co się stało Fredowi. Jednak widzę, że ty tak naprawdę mnie nie kochałaś. Jak to jest, że zrywasz ze mną, przez domniemaną depresję, a potem pocieszasz się w ramionach Śmierciożercy?- Ron poczerwieniał z irytacji. Jego twarz miała taki sam odcień, jak włosy.
- Ron, ja cię kocham. Kocham cię, jak przyjaciela. Nie mogę być z przyjacielem. Zawsze będę z Tobą, kiedy tylko będziesz mnie potrzebował. Jestem tuż obok. Ron spójrz na mnie.- Nie mógł już schować się przed moim wzrokiem.- Moja wielka miłość zginęła. Fred zginął… Już go z nami nie ma. Naprawdę myślałam, że już nikogo, tak nigdy nie pokocham, jak jego. I z jednej strony to prawda… Jednak wiem, że Draco jest teraz tym, czego potrzebuje. On daje mi nadzieję, której ty dać nie możesz. Jeśli to cię rani, wybacz. To jest ostatnie, czego chce. Mimo to nie chcę cię oszukiwać. Nie oszukuję moim przyjaciół.- podeszłam do niego. Wzięłam jego dłoń i pogładziłam.- Ron, czy ty mi kiedyś wybaczysz?
- Hermiona, ja naprawdę cię kocham.- zerwał się z fotela.- Myślałem, że to ty będziesz tą jedyną. Fred zapewniał, że ty mnie kochasz… Ale widocznie on cie nie znał…- weszłam mu w słowo.
- Znał mnie. Znał mnie najlepiej! Z tym, że dawna ja odeszła razem z nim. Leży z nim, na tym pieprzonym cmentarzu. Radzę ci o tym pamiętać. Jesteś moim przyjacielem, ale jakiejkolwiek zniewagi na temat moich uczuć lub moich wyborów, nie mam ochoty słuchać.- z moich oczu poleciały łzy. Otarłam je. Nigdy więcej łez przy ludziach!
- Skoro tak twierdzisz. Myślałem, że jestem dla ciebie coś wart.- ruszył w stronę drzwi.
- Bo jesteś, kretynie! Kiedy to do ciebie dojdzie?!- przystanął i spojrzał w moją stronę.
- Skoro, tak twierdzisz…- wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.

***

Lochy były bardzo podobne do tych w Malfoy Manor, jednak o wiele bardziej chronione i z lekka mniej obszerne. Więźniowie przez trzy dni dostali jedynie po dwie kromki chleba na głowę. Mieliśmy nadzieję, że to pomoże nam się z nimi uporać do czasu, aż Draconowi uda się wyważyć Veritaserum. W końcu nadszedł dzień przesłuchania. Z niecierpliwością na nie czekałam, a z drugiej strony mogłoby nigdy nie nadchodzić.

- Wypij to.- powiedział blondyn do tego zapchlonego Rookwood’ a.
- Nie…e…e…e.- zakpił śmierciożerca.
- Pij to, albo sam włożę ci to do gardła.- Draco był wściekły, nie mógł znieść jego szyderczego spojrzenia.
- Daj mi to.- wyszarpnęłam od Draco buteleczkę z eliksirem. Skorzystałam z lekkiego zamieszania , złapałam Rookwood’ a za szyję i wlałam mu eliksir prosto do tej jego obślizgłej gęby.
- Nie można się  z nimi cackać.- drugi Śmierciożerca zaczął się szarpać, więc strzeliłam w niego drętwotą.- Oni zasługują jedynie na śmierć.
- Hermiona myślę, że powinnaś się trochę uspokoić.- złapał mnie za rękę. Próbowałam ją odtrącić, ale nie pozwolił… Gniew powoli przemijał, ale Rookwood i tak dostanie za swoje. Zaczął się wiercić i pocić, eliksir zaczyna działać, czas zacząć przesłuchanie.

***


To naprawdę Bellatrix… Ale ta suka zginęła, Molly już się oto postarała. Nie wiem, jak to możliwe. Wiem, jak na razie tylko jedno, zemszczę się i to porządnie. Nikt już nie skrzywdzi mnie i moich przyjaciół. To jest teraz cel mojego życia, nie miłość, nie przyszłość, czy inne bzdury, ale zemsta, która się dokona i to już niedługo…
- Czyli jeszcze raz. Bellatrix jest waszą przywódczynią, jest was około pięćdziesięciu, waszym głównym planem było zabicie Ginny, aby łatwiej było rozprawić się z Potterem… Szykujecie się na coś, ale nie wiesz na co, bo nie jesteś najwierniejszym sługą, to był twój test, ale jak widać nie zdałeś go.- wyglądało to tak, jakby mówił do siebie. Prawą dłonią zaczął przeczesywać swoje piękne, blond włosy.- Gdzie jest wasza kwatera główna?- na twarzy Śmierciożercy pojawił się grymas bólu, walczył z działanie veritaserum, ale nawet najsilniejszym czarodziejom to nie wychodziło, a co dopiero takiemu kretynowi.- Gadaj!- krzyknął Draco prosto w twarz tego zapchlonego Augustusa.
- W mu… mugolskiej kawiarni. – jęknął.
- Dlaczego tam?- głos Dracona był stanowczy. To zadziwiające ile człowiek ma twarzy, zwłaszcza on. Taki czuły, namiętny, delikatny, opiekuńczy, a zarazem stanowczy, pewny siebie, arogancki, szyderczy. Mówiąc, że to mój ideał mężczyzny przesadzę, jednak mówiąc, że nie mogę mu się oprzeć i czuję się taka bezpieczna… Tak to już co innego.
- Nikt się zorientuje, że osoby nienawidzące mugoli, swoją siedzibę główną mają w jakimś zaniedbanym lokalu należącym właśnie do mugoli.- wypowiedział te słowa bardzo szybko.
- To ma sens…- szepnął sam do siebie.- Hermiona, obliviate?- wzięłam do ręki różdżkę i wyszeptałam formułkę:
- Obliviate.- moja różdżka wciągnęła wspomnienia Rookwood’ a. Teraz nie wiedział nawet, że jest Śmierciożercą. Miał czystą kartę, ale tacy jak on się nie zmieniają… Nie lepiej byłoby go zabić?
- Wtedy byłabyś warta tyle samo, co oni.- zdałam sobie sprawę, że ostatnią z moich myśli wypowiedziałam na głos. 
- Możesz mieć rację…- te samą czynność powtórzyłam z drugim Śmierciożercą. Oddaliśmy im różdżki póki byli jeszcze z lekka ogłupieli i każdego z nich deportowaliśmy do innego kraju. Rookwood musi zadowolić się Kenią, a ten nieznany nawet z imienia, mam nadzieję, że resztę życia spędzi w Norwegii. Daliśmy im nowe życie. Powinni być nam wdzięczni. Tylko czemu nie czuje ulgi? Darowałam życie, zachowałam się jak prawdziwy Gryfon. Wbrew pozorom domownicy domu lwa wiedzą najwięcej o litości. Co innego bycie odważnym, a co innego bycie mordercą. To Ślizgoni mordują, bo oni patrzą tylko na siebie, na własne dobro. Czemu teraz czuję, tak wielką potrzebę pomszczenia ich wszystkich? Nie wiem. To trudne, ale to trzyma mnie przy życiu. Wiem, że jeszcze przed chwilą myślałam, że to Draco i jego rzekoma miłość trzyma mnie przy życiu, ale właśnie się czegoś o sobie dowiedziałam… Zrobię wszystko dla naszego zwycięstwa.
- Jednak jeśli którykolwiek z moich przyjaciół znowu będzie płakał przez tych pieprzonych Śmierciożerców… Nie pozwolę na to! Jeśli ktoś powinien cierpieć to tylko ja. Jeżeli chcesz mi w tym przeszkodzić to lepiej od razu mnie zostaw.- dodałam z niewzruszoną postawą. Taka była prawda.- Jeśli chodzi o te pocałunki, to… Draco lepiej się zastanów, czy chcesz być z osobą niezrównoważoną. Teraz nie jestem nawet w stanie powiedzieć, jak się czuję… Jakby były dwie mnie. To nie jest dobry czas na związki, to jeszcze nie koniec tej wojny. Ona nigdy się nie skończy!- wykrzyczałam.
- Masz rację nigdy się nie skończy… Ona trwa w nas. Wojna trwa w naszych sercach. Zaczynam gadać, jak jakiś pieprzony poeta, ale czasami życie tego wymaga. Wiedz jedno mam w dupie, czy to dobry czas na związki, czy jesteś psychiczna… MAM TO W DUPIE!- po tych słowach przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował. To zadziwiająco, jak łatwo można się zatracić w tym doznaniu. Nagle cała szara, no dobra może nie szara. Nagle cała rzeczywistość odpływa, liczą się tylko usta kochanka. To piękne, a zarazem okropne, że coś tak… dzikiego, dziwnego może tak wpłynąć na człowieka. Każdy z nas potrzebuje odrobiny bliskości, namiętności, a miłość nie jest niczym innym jak poszukiwaniem tego. Jednak żeby kogoś pokochać trzeba o wiele więcej… Bliskość i namiętność to tylko jedna z wielu puzzli składających się w miłość. Jeśli znajdziesz wszystkie elementy układanki, wtedy dopiero możesz powiedzieć: „kocham cię”. Inaczej będzie to kłamstwo, a wszyscy nienawidzą kłamców, a zarazem wszyscy nimi są. Znam mnóstwo „szczerych osób” i myślę, że ta szczerość to nic innego, jak przyznanie się do bycia kłamcą. Wmawianie sobie, że tak nie jest to tylko strata czasu. Należy się z tym pogodzić i tyle w temacie. Oderwałam się od niego.
- Draco my nie powinniśmy. Nigdy.- wybiegłam z lochów.


***

- Harry przestań!- krzyczałam, a zarazem wyrywałam sobie płuca ze śmiechu.
- To zawsze poprawia ci humor.- odpowiedział.
- Jest dość poprawiony.- ledwo, co udało mi się wydusić z siebie te słowa. Nienawidzę tych słodkich tortur.
- No dobrze, dobrze.- po tych słowach oderwał ręce od mojego już obolałego brzucha i łopatek.
- Dziękuję. Zobaczysz odpłacę ci.- wciąż ledwo łapałam oddech.
- Będzie ciężko, wiesz przeżyłem parę ataków Voldemorta, jakieś tam łaskotki nie zwalają mnie z nóg.- zaśmiał się.
- No tak… Wiesz zapomniałam o tym. Panie jedyny, wybrańcu, nasz zbawicielu, księciu? Jakie przydomki lubisz?- uwielbiałam go tak wkurzać.
- Wiesz osobiście wolę wybawco, ale wszystkie są znośne.- takie przekomarzanie się weszło nam w krew.
- Hahahah! Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Pewnie pocieszałby cię kto inny, na przykład Malfoy…
- Harry, nie zaczynaj, błagam cię.- odparowałam.
- To może mi powiesz, co między wami jest.- czemu on jest taki uparty?
- Między nami jest… przyjaźń. Pomógł mi, ja pomogłam niemu. Jesteśmy po prostu przyjaciółmi.- sama nie byłam tego pewna, ale wolałabym żeby tak było.
- Przyjaźń? A ten jakże „pełen przyjaźni” pocałunek, to co? I to chyba nie był wasz pierwszy, co?- widać było, że cieszy go dręczenie mnie.
- To, to…- to na pewno nie było nic.- Harry ja sama nie wiem.- przed nim chyba mogę się otworzyć jest moim przyjacielem prawda?- Ja chyba nie jestem gotowa na miłość, jeszcze nie… Fred zmarł tak nie dawno.
- Prawie rok temu. A przecież zerwaliście, jeszcze wcześniej… Byłaś z Ronem.
- Ale… Ja kochałam tylko go. Ron to była pomyłka. I dla sprostowania to Fred ze mną zerwał. Uznał, że nie chce niszczyć rodziny, przez jego szczęście i do tego uznał, że nie jest mi przeznaczony i jakieś inne brednie. Wiesz, czasami wydaje mi się, że on wiedział… Wiedział, że zginie. Ale przecież to śmieszne, prawda?- dawno się tak przed nikim nie otwierałam, dlatego te wszystkie słowa przychodziły mi z trudem.
- Ja też przeczuwałem, że zginę i z resztą stało się coś bardzo podobnego. Ale nikt w stu procentach tego nie wie. Jedno wiem na pewno, on nigdy nie przestał cię kochać, to było widać. Widziałem też, że z Ronem nie byłaś szczęśliwa. Zgodziłaś się tylko dlatego, żeby nie robić mu przykrości. Dobrze udawałaś, ale mnie nie łatwo oszukać.- złapał mnie za rękę.- Widzę też, ze z Draco jesteś... sobą. Fred chciałby żebyś była zadowolona z życia. On jest teraz szczęśliwy, co do tego nie mam wątpliwości. Pozwól sobie, również być, co najmniej tak zadowolona, jak Fred za życia.- lekko się do mnie uśmiechnął.
- To nie jest takie łatwe. Ja chyba… Ja nie zasługuje na to szczęście.- moje oczy zaszkliły się łzami.
- Herma, kto jak nie ty?- uśmiechnął się przyjaźnie i objął ręką. Wtuliłam się w jego ramię.
- Ginny za to ma szczęście, wiesz? Będziesz świetnym ojcem.- na moich ustach pojawił się naturalny uśmiech.
- Mam nadzieję.- zaśmiał się. – A co do Draco wydaję mi się, że on tylko czeka, na jakiś znak. Nie oddalaj się od niego. Nigdy nie sądziłem, ze to powiem, ale wydaje się, że mu nic nie jest straszne. Zobaczysz razem będziecie szczęśliwi.
- Przestań Harry.- lekko posmutniałam. Wstałam z podłogi.- Pójdę już spać, późno już. Dobranoc.
Wyszłam z jego sypialni, ruszyłam w stronę swojego pokoju. Dzisiaj mam dość poważnych rozmów. Ciepła kąpiel i dobra książka dobrze mi zrobią.


***



3 dni później

- Jak się czujesz, Ginny?- usiadłam koło niej.
- Lepiej.- odpowiedziała.
Siedziałyśmy na łóżku w jej sypialni. To zadziwiające, jak szybko dochodzi do siebie. Ludzie myślą, że jak już się przestała bać to powinna zacząć normalnie funkcjonować, ale to nie jest takie proste. Każda choroba wykańcza, nawet ta o podłożu emocjonalnym.
- Będziesz się musiała spotkać teoretycznie z całą gwardią. Dasz radę?- zapytałam.
- Jakoś muszę.- uśmiechnęła się niepewnie.- Nie będzie tak źle. To są sami przyjaciele. Z resztą dawno nie widziałam się z Nevillem i Luną. Stęskniłam się za nimi.- tym razem obdarzyła mnie pięknym, szerokim i co najważniejsze, szczerym uśmiechem. Przytuliłam ją.
- Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że zdrowiejesz.
- Uwierz, że mam.
Plotkowałyśmy niecałą godzinę, zanim trzeba było zejść i przygotować jaką kolacje. Szykuje się wielka uczta. Ginny nie ma sobie równych w gotowaniu, w końcu mama nauczyła ją, co nie, co. Przyrządzenie posiłku zajęło nam kolejną godzinę. Miło było spędzić parę normalnych chwil z przyjaciółką, za nim pewnie znowu świat, a razem z nim rzeczywistość runie nam na głowy.



***

Zaprosiliśmy wszystkich żyjący członków Zakonu Feniksa i Gwardii Dumbledore’ a na spotkanie. Musimy znaleźć zwolenników, ludzi do bitwy. Niestety nie zostało ich wielu, niektórzy od razu odesłali sowy, że chcą się od tej sprawy trzymać, jak najdalej. Nie dziwię im się, chcą chronić swoje rodziny, mają dla kogo żyć.
Wszyscy zasiedliśmy w jednym z pokojów gościnnych. Co dziwne, mają one więcej miejsc siedzących niż salon. Nigdy nie zrozumiem hrabiów. Zaś w jadalni połączonej z kuchnią było już rozłożone jedzenie, nie chcieliśmy by niepotrzebnie rozpraszało. Trzeba było wyjaśnić im całą sytuację i przekonać by wstąpili w nasze szeregi, co wbrew pozorom nie było takie łatwe. Pokój był urządzony w ciemnozielonych kolorach, jak to w tym domu bywa. Przy ścianie stało dosyć duże jednoosobowe łóżko, przy drugiej stały dwie kanapy, koło okna zaś dwa fotele. Wszystkie tapicerki, o dziwo były bordowe. Miejsc siedzących starczyło niestety dla niewielu, więc większość z nas stała podparta o ściany lub siedziała na miękkim, także bordowym dywanie.
Wśród przybyłych byli: Bill Weasley z Fleur, Charlie, Percy, George… ogółem wszyscy Weasleyowie, Cormac, Cho, Neville, Luna, Lee, bliźniaczki Patil, Ernie, Dean, Seamus, Angelina, Cormer… Oczywiście Harry, ja i Draco. I jeszcze parę innych osób w sumie była nas dwudziestka. Nie tak źle. Znowu zdałam sobie sprawę ilu ludzi zginęło. Nie będę płakać, to czas na zemstę, nie na bycie słabym. Draco zaczął im przedstawiać cała sytuacje, z niejaką Bellatriks, śmierciożercami i tym, że chcieli się pozbyć Ginny i Harry’ ego. Wszyscy byli wstrząśnięci. Pojawiło się wiele teorii, co szykują.
- Może oni chcą stworzyć drugiego Voldemorta.- powiedział Neville.
- Są za głupi.- odpowiedział Draco prosto z mostu. Chyba tylko ja zauważyłam, że złapał się za mroczny znak, który kiedyś był taki wyraźny…
- Pewnie znowu chcą się pozbyć wszystkich szlam.- zaintonował Cormac.
- To jest chyba oczywiste.- jednak idiotą zostaje się do końca życia…
- Pewnie znowu będą chcieli podbić ministerstwo.- powiedział Percy, który oczywiście nie przejmował się niczym innym, jak pracą.
- Najpewniej. Trzeba ich jak najszybciej zawiadomić. Mógłbyś Percy? W końcu znają cię najlepiej.- poprosił Ron. Percy natychmiast się deportował.
 - To wszystko jest bardzo niepokojące. Musimy zyskać więcej sprzymierzeńców. Wole nie zapeszać, ale być może czeka nas kolejna bitwa. Nie sądziłem, że zostali jeszcze Śmierciożercy, którzy rzeczywiście zgadzali się z Voldemortem.- rzekł Draco.
- Czemu niby mamy ci ufać? Twoja rodzina siedziała w tym na długo przed twoim urodzeniem. Z resztą ty też jesteś Śmierciożercą…- odezwała się Cho.
- A czemu niby mamy ufać Tobie? Wiele razy udowodniłaś, że lojalność nie jest twoją górującą cechą.- prychnęłam. Matko, jak ta dziewczyna mnie denerwuje.
- Równie dobrze nikomu nie należy się zaufanie. Patrząc takimi kategoriami, wszyscy możemy rozejść się do domów i czekać, aż nasze rodziny będą zagrożone.- odezwał się Neville.
- Neville ma rację. Ja ufam Malfoyowi. Może to dziwne, ale wiele razy pomógł mi i Hermionie.- wtrącił się Harry.- Nie możemy ich nie doceniać. To, że część z nich nie grzeszy inteligencją nie ma znaczenia. Wystarczy, że jeden grzeszy. Im szybciej to załatwimy tym lepiej.- Ginny wstała z fotela, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała skulona, jakby ze strachu. Naprawdę już z nią lepiej.
- A teraz może coś zjemy…- zaproponowała lekko drżącym głosem.- Wszyscy dawno się nie widzieliśmy, jutro zajmiemy się taktyką.- powiedziała już pewniej.
- Ginny ma rację!- zakrzyknął Harry, pewnie z zadowolenia, że Ginny się odezwała w takim tłumie. Nagle spoważniał.- Wydaje mi się, że czas wznowić Zakon Feniksa.
Wszyscy zaczęli wiwatować, a w tłumie dało odróżnić się wiele okrzyków.
- Ci Śmierciożercy nie mają z nami szans!
- Bezmózgi!- krzyknął McLaggen.
I tym podobne rzeczy.
-Dalej, bo jedzenie stygnie.- zakrzyknęłam. Postanowiłam na razie zostać na górze. Muszę trochę ochłonąć. Nie sądziłam, że jeszcze ich kiedyś zobaczę i do tego na pewno nie w takich okolicznościach. Nagle zauważyłam, że nie tylko ja zdecydowałam się na pozostanie w tym pokoju.
- Nie idziesz jeść?- zapytałam słodko.
- Mogę zadać ci to samo pytanie.- odpowiedział Draco.-  Czemu nie zeszłaś?
- Muszę trochę odetchnąć.- starałam uśmiechnąć się przyjaźnie.
- W takim razie… Muszę coś z tobą skonsultować.- przybliżył się do mnie, jego oczy były takie smutne. Usiadłam na pobliski fotel.
- Słucham.- już nawet nie próbowałam się uśmiechnąć.
- Większość akcji zakonu udawała się, dzięki temu, że znaliśmy plany Voldemorta, prawda?
- Prawda.- odpowiedziałam niepewnie.
- A dzięki komu znaliśmy jego plany?- zapytał opierając się obręcz fotela, pochylając się nade mną i patrząc mi prosto w oczy.
- Snape… Chwileczkę?! Ty chyba nie chcesz powiedzieć mi, że… Chcesz być szpiegiem?! Zwariowałeś, to jest zbyt niebezpieczne. Nie zgadzam się.- czy on chce mnie teraz zostawić? Zerwałam się z fotela.- Nie będziesz się narażał!
- Ach tak? Kto mi zabroni? Ty?- był zdenerwowany.- Większość z nich wciąż myśli, że jestem po ich stronie. Mimo, ze moi rodzice ich zdradzili. Trzeba to wykorzystać. To jest genialny pomysł, dzięki temu zdobędziemy wszelkie możliwe informacje i będzie większa pewność wygranej. - był taki pewny siebie.
- Powinniśmy zrobić głosowanie.- powiedziałam już spokojniejszym głosem. Byłam pewna, ze się nie zgodzą.
- Lepiej żeby wiedziało o tym tylko kilka zaufanych osób. Jeśli ich złapią mogą z nich wydrzeć tą informacje. Muszę być bardzo dyskretny.- ma racje. Czemu ten pieprzony blondas zawsze ma racje?! Wstałam z fotela. 
- No dobrze… Ale mi się ten pomysł nie podoba. Dość ludzi straciliśmy, chyba nie muszę ci przypominać, jak skończył Snape? – w duchu płakałam, jak mała dziewczynka, ale z zewnątrz wybrałam najbardziej zaciętą minę na, jaką było mnie stać.
- Musisz zrozumieć, że tylko tak mogę wam pomóc.- odparował.
- Nie tylko tak!- wykrzyczałam.- Nie musisz odkupywać swoich win! Ja ci wybaczyłam! Harry, Ginny też. Cholera jasna, nie musisz nic nikomu udowadniać.- jedna łza wyciekła z mojego oka. Szybko ją otarłam, nigdy więcej łez przy ludziach. Jednak Draco jest cholernie spostrzegawczy. Stanął o krok przede mną i przytulił.
- Nic mi się nie stanie.- wyszeptał wprost do mojego ucha. Nie chciałam go wypuszczać z ramion, tylko wtedy czułam się bezpieczna. Jednak najpierw muszę ustabilizować swoje życie… Wtedy będzie czas na tą domniemaną miłość. Oderwałam się od niego.
- Chyba powinniśmy już zejść.- powiedziałam. Nagle Draco wściekł się, jak postrzelony piorunem.
- Dlaczego mnie wtedy pocałowałaś?! Po co?! Skoro widzę, że wcale nie chcesz mieć we mnie wsparcia?!- z jego niebieskich tęczówek wyciekały łzy. Ledwo zdążyłam mrugnąć, a już ich nie było.
- Draco… Nie jestem sobą, sam widzisz co się ze mną dzieję. Wiele bym dała, żeby z czystym sumieniem móc powiedzieć, że cię kocham. Ale… Przed oczami wciąż mam Freda, a do tego Ron ma jakieś swoje humory. Nigdy nie jestem w stanie powiedzieć, jak się czuję. Mam w głowie jebany śmietnik. Nie mogę cię kochać, bo to cię zniszczy, rozumiesz?- w tym momencie nie mogłam opanować łez, upadłam na kolana i schowałam twarz w dłoniach. Ukląkł koło mnie. Złapał moje dłonie, zaczęłam płakać na błękitną, jak jego oczy koszulę. Objął mnie. CO się ze mną znowu dzieję? Nie miałam płakać przy ludziach, zwłaszcza przy nim.
- Miałaś przy mnie nie udawać. Miona, spójrz na mnie.- zrobiłam, jak kazał.- Nie musisz mnie kochać, ale bądź ze mną. Tylko tak jesteśmy w stanie sobie pomóc, wiesz?- z jego oczu też leciały łzy.- Mam wrażenie, że tylko dzięki tobie nadal tu jestem. Zobaczysz wszystko się ułoży, wtedy będziemy się zastanawiać, co to miłość i czy to co nas łączy jest nią choć w paru procentach. Nigdy cię już nie opuszczę, możesz być ze mną szczera, będę jak przyjaciel, kochanek, brat, mogę być kim chcesz… Tylko błagam nie odtrącaj mnie, kiedy ja cię tak potrzebuje. Nie tylko ty potrzebujesz mnie, może nie zdawałaś sobie z tego sprawy, ale… No cóż.- krzywo się uśmiechnął.
- Ja nie wiem, co powiedzieć…
- Nie musisz nic mówić.- po tych słowach złączył nasze usta w słodkim pocałunku. Czułam, jakbym się unosiła. Jego miękkie usta, delikatnie scałowywały z moich ust wszystkie kłamstwa, jego język delikatnie witał się z moim. Idealny pocałunek, niewymuszony, prawdziwy. Tak ciężko w dzisiejszych czasach o prawdziwość…
Nagle otworzyły się drzwi, a stanął w nich Fred. FRED?!


**********


Witajcie!
8 rozdział trochę krótszy niż pozostałe, ale przez dość długi czas zmagałam się z brakiem weny, która dość niespodziewanie do mnie powróciła. Mam nadzieję, że już lepiej z opisami. Uwierzcie, staram się. 
Mam parę pomysłów, które chciałabym wprowadzić w życie. Co myślicie o założeniu księgi gości? Każdy blog, pojedyncza osoba mogłaby tam zaznaczyć swoją obecność, a ja miałabym jakiekolwiek pojęcie o moich czytelnikach ;) Uważam, że fajnie byłoby dodać także playlistę, dzięki której można by wczuć się jeszcze bardziej w moje opowiadanie. W ten sposób również zaznaczyłabym, że tworzę głównie pod jej wpływem. Muzyka moim zdaniem jest najbardziej wenotwórcza. Może wy macie jakieś pomysły? 
Pragnę też podziękować moim dwóm betom: Lessey Chan i Alohomora Mind, a także osobom które być może nawet nie podejrzewają, ze w czymkolwiek mi pomogły. 
Do tego mam wrażenie, że moje opowiadanie stanie się teraz bardziej poukładane i zrozumiałe, gdyż zaczynam <bodajże> dwa konkretne wątki.

    CZYTAM = KOMENTUJE!
                                                                                        Do następnego rozdziału ;) ~ Carla  
 

4 komentarze:

  1. Hej!
    Fred żyje? Świetny pomysł z Bellatrix, będzie nowym Voldemortem? :) Mogła zabezpieczyć się przy takim nauczycielu przed śmiercią. :) Hermiona jest trochę zagubiona, widać to. Chciałabym, żeby jej charakter i jej pragnienia już się ukształtowały. Tymczasem zachowuje się jak typowa kobieta. :) Huśtawki nastrojów i te sprawy... ;)
    Pozdrawiam.
    http://za-czasow-huncwotow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój Booże! Tyle czekałam na pierwszy komentarz <3 Obiecuję, że od następnego rozdziału jej emocje będą coraz bardziej poukładane. To samo stanie się z fabułą. (Mam już 4 strony 9 rozdziału, więc niedługo można się go spodziewać na blogu :D)
      Dzięki wielkie za miłe słowa :D

      Usuń
  2. Bellatrix nowym głównym przeciwnikiem? Zawsze wydawała mi się zbyt szalona na zarządzanie jakąś większą grupą, ale może ty przekonasz mnie, że jest inaczej. Póki co widać dopiero zapowiedź wojny, ale pewnie będziesz jeszcze rozwijała ten wątek... Czekam na nowy rozdział :)
    http://nocturne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ;) Ja również z niecierpliwością czekam na twój 5 rozdział :D
      Z Bellatriks będzie się działo, a przynajmniej taką mam nadzieję.
      PS. Kocham twojego Syriusza <3 hah

      Usuń