Witajcie!
To moja pierwsza miniaturka i do tego pisana pod wpływem chwili. Mam nadzieję, że się spodoba. Przypominam jedynie: CZYTAM = KOMENTUJE! Nie zabieram wam więcej czasu i zapraszam do czytania!
To moja pierwsza miniaturka i do tego pisana pod wpływem chwili. Mam nadzieję, że się spodoba. Przypominam jedynie: CZYTAM = KOMENTUJE! Nie zabieram wam więcej czasu i zapraszam do czytania!
***************
Płakała. Tak bardzo płakała. Nic nie dawało jej ukojenia, w głowie miała jeden wielki śmietnik bólu, grozy, mroku, koszmarów, smutku, nienawiści… Chciała ze sobą skończyć, a każdy skrawek ciała kazał jej zakończyć te męczarnie.
Jak on mógł jej to zrobić?! Zostawił ją w takim nieodpowiednim momencie. Właśnie wtedy, gdy potrzebowała wsparcia, pocieszenia i miłości, po prostu potrzebowała GO. Minęło tak niewiele czasu, zaledwie tydzień. Mimo to czuła, jakby ten ciągnął się przez wieczność. Zawsze spokojna i opanowana, chyba jako jedyna z gryfonów, a teraz… Krzyczała, biła ściany, rozrywała poduszki, rozwaliła szafkę nocną, rozerwała zasłony, podarła zdjęcia, listy, rzucała książkami, po i tak już zmaltretowanym pokoju. Szał ogarniał jej ciało i powoli, także duszę. Nie chciała czuć już niczego, miała dosyć.
- Fred! Fred! Fred! Jak ty mogłeś?! Jak ty mogłeś mi to zrobić?! Nienawidzę cię! Kocham cię! Wróć! Przepraszam, zostań ze mną! Fred!- krzyczała sama do siebie.
Jej włosy były w jeszcze większym nieładzie niż zwykle, makijaż spływał po jej twarzy wraz z jej smutkiem. W tym momencie, tak bardzo siebie nienawidziła.
- Koniec! Koniec! Nie wytrzymam! Zabierzcie to ode mnie, zabierzcie!- darła się cała we łzach. Znowu ogarnęła ją furia, jeszcze większa niż poprzednia. Wzięła różdżkę do ręki i rzucała na siebie wymyślne klątwy, które i tak szybko się kończyły. Nie mogła rzucić na siebie czaru, który skrzywdziłby ją bardziej niż pozwalała na to jej kondycja fizyczna, która była już tak słaba, że zaklęcia były wręcz niewyczuwalne. Zaklęła pod nosem, uznała że musisz oddać się mugolskim sposobom. Jak na złość w pobliżu nie znalazła nic ostrego, czy chociażby nadającego się do tego, co chciała zrobić. Nie mogła wychylić nosa z pokoju, który był naszprycowany zaklęciami wyciszającymi i antywłamaniowymi. Nikt nie mógł zobaczyć, jak cierpi, a w kwaterze głównej zakonu roiło się od ludzi, którzy bardzo chętnie zbesztaliby ją za to co robi. Ból jej w głowie był nieznośny, a znała tylko jeden sposób, żeby chociaż trochę go zniwelować… Ból fizyczny. Zwykle go nie potrzebowała, wręcz przeciwnie nienawidziła go, ale teraz wydał jej się błahostką przy tym co odczuwała, a musiała się skupić na czymś innym. Wzięła do ręki lampkę nocną, którą obiecała sobie zostawić w spokoju i porządnie walnęła nią o zgniłozieloną ścianę, znajdującą się niedaleko dębowych drzwi. Tak jak podejrzewała lampka rozbiła się na parę pokaźnych kawałków, a że stała zbyt blisko tejże ściany, jeden z nich odbił się od zbyt mocnego rzutu i wbił się prosto w nogę Hermiony, z której natychmiast zaczęła lecieć krew. Uśmiechnęła się pod nosem, dało jej to niejaką ulgę. Mimo to schyliła się po następny odłamek i pokuśtykała w stronę łóżka.
- To przez ciebie, Fred!- wyrwała z obolałej i zakrwawionej nogi kawałek wbitego białego szkła. Krzyknęła z bólu, a z rany wytrysnęła fontanna szkarłatnego płynu. Próbowała zatkać rękoma niepożądany bieg wydarzeń, ale w jej głowie odezwał się pewien głosik: „Bez niego i tak nie masz po co żyć. Tak będzie lepiej. Zostaw to.”. Oderwała drobne poranione dłonie od kończyny. Krew nie leciała już tak mocno, jak wcześniej mimo to po niecałej minucie kołdra była cała we krwi. Odłożyła odłamek, który wciąż obracała w ręku i wzięła do ręki jedyne niepodarte zdjęcie Freda. Uśmiechał się do niej lubieżnie. Dobrze pamiętała, kiedy zrobiła to zdjęcie. Byli wtedy nad jeziorem, cudem wyrwali się z pokoju wspólnego, w końcu było grupo po 22:00. Hermiona była jedynie w skąpym bikini, co spowodowało ten jednoznaczny uśmiech. Całe zdjęcie czerwieniło się od krwi, zbytnio się tym nie przejmowała.
- Fredziu, Fredziu, Fredziu…- szeptała w nieskończoność, obdarzając zdjęcie delikatnymi pocałunkami. Z jej oczu ciekły łzy, na próżno starała się je wycierać, jedynie brudziła swoją twarz od już coraz gęstszej krwi.- Zabili cię, zabili cię, zabili cię.- śmiała się i płakała za razem. Na łożu śmierci przyszło jej zostać szaleńcem.
Nagle do pokoju wparował niczego nie świadomy Ślizgon, Hermiona w amoku szaleństwa zapomniała zamknąć drzwi. Draco miał ją jedynie powiadomić, że kolacja już na stole.
Teraz, gdy wszystko się dobrze skończyło odpoczywali. Musieli zmyć z siebie piętno wojny, co w większości z nich powoli się udawało. Zwłaszcza Harry’emu i Ginny, którzy w końcu mogli się sobą nacieszyć. Draco już podczas bitwy zmienił fronty, co niezbyt spodobało się jego ojcu, dlatego teraz musiał mieszkać z tymi wszystkimi ludźmi, którzy pomimo tego, że za nim nie przepadali przyjęli go z otwartymi ramionami. Zwłaszcza po tym, jak uratował Tonks, zabijając swoją ciotkę Bellatrix, podczas gdy właśnie miała rzucić w nią Avadą. Nie musiał się długo zastanawiać, czy zadać śmiertelny cios, zawsze jej nienawidził.
Hermiona już od paru dniu siedziała w swoim pokoju, wychodząc jedynie na chwilę, zwykle do łazienki, czy na obiad, przy którym w ogóle się nie odzywała. Draco widział, jak wojna ją zniszczyła. Chciał jej jakoś pomóc, sam nie wiedział dlaczego. Próbował z nią rozmawiać, pocieszyć ją jakkolwiek, ale nigdy się mu to nie udawało.
Widok, który ujrzał zmroził mu krew w żyłach. Szmaragdowy pokój wyglądał jakby właśnie przeszło przez niego tornado, wszędzie walały się podarte papiery, szafka nocna leżała połamana, niektóre meble również walały się po ziemi. Po podłodze walały się kawałki szkła i co dziwniejsze w koło było pełno krwi. Natychmiast spojrzał na jej największą kałużę i na właścicielkę tegoż pokoju. Leżała półprzytomna na zakrwawionej pościeli, a z jej nogi spływała wciąż nowa posoka powiększając już i tak ogromną kałużę na podłodze. Natychmiast podbiegł do dziewczyny i złapał ją za rękę szukając pulsu, na szczęście go odnalazł. Natychmiast przywołał apteczkę i próbował ocucić nieprzytomną Hermionę, która uśmiechała się przez śmiercionośny w jej przypadku sen.
- Kurwa Hermiona, obudź się.- prowizorycznie opatrzył jej rany, tak aby zatrzymać krwotok. Wziął ją na ręce i pobiegł w stronę najbliższego pokoju, w którym znajdował się Remus wraz z swoją żoną.
- Hermiona?!- krzyknął z przerażeniem Remus,a Tonks zaczęła spamatycznie płakać, wybiegła z małym Teddym z pokoju, aby zaraz wrócić z potrzebnymi materiałami.- Natychmiast ją tu połóż.
Zajął się nią lepiej niż blondyn, mimo to wciąż stał po drugiej stronie łóżka, trzymał jej za rękę i wypowiadał ledwie słyszalne komplementy, które w jego mniemaniu miały ją utrzymać przy życiu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak ta gryfonka jest dla niego ważna. Obiecał sobie, że gdy tylko ta się wybudzi, zaprosi ją do Hogsmeade, czy gdziekolwiek. Nawet nie zauważył, kiedy z jego oczu zaczęły kapać łzy. Otrząsnął się z agonii i dalej bezgłośnie szeptał do Hermiony.
- Żyj, do cholery, żyj.
W końcu Remus skończył przy niej majstrować.
- Teraz pozostało nam tylko mieć nadzieję.- powiedział i powiadomił wszystkich, którzy choć trochę lubili tą upartą dziewuchę. Wszyscy czekali aż się obudzi. Gdy minął już tydzień wielu z nich straciło cierpliwość, a razem z nią promyk nadziei, oprócz Ślizgona, który wiernie trwał przy jej łóżku.
- Draco?- zapytała niesłyszalnie Hermiona. Draco ocknął się z drzemki, z uśmiechem i łzami w oczach spojrzał na dziewczynę.
- Jak się czujesz?- zapytał obdarzając ją pięknym uśmiechem.
- Pochowajcie mnie z Fredem.- to były jej ostatnie słowa.
- Hermiona?!- lekko potrząsnął jej ramieniem. Zawołał Remusa, który ku zdziwieniu wszystkich stwierdził zgon brązowookiej dziewczyny.
Płakał. Tak bardzo płakał. Nic nie dawało mu ukojenia, w głowie miał jeden wielki śmietnik bólu, grozy, mroku, koszmarów, smutku, nienawiści… Tak bardzo chciał ze sobą skończyć, każdy skrawek ciała kazał mu zakończyć jego męczarnie.
Jak ona mogła mu to zrobić?!
Świetne! <3
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤
UsuńHej!
OdpowiedzUsuńStrasznie ciężka miniatkurka pokazująca ból po stracie bliskiej osoby... Reakcja Hermiony była może nazbyt emocjonalna, ale z drugiej strony już jako małe dziecko doświadczyła walki z ciemnymi mocami i trwało to przez lata. Lata nerwów, lęku o bliskich, o siebie, ciągłe stresy, presja by być najlepszą uczennicą. Świetnie odbiłaś jej stan emocjonalny, bardzo prawdopodobne, że tak mogłaby zareagować i zabić się. Miło zmieniłaś kanon z tym, że Draco zabił swoją ciotkę, by ratować ludzi z Zakonu. Zupełnie niespodziewany zwrot akcji.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie! Dzisiaj pojawi się nowa notka, miło by było, jakbyś wpadła.
http://za-czasow-huncwotow.blogspot.com
W założeniu miała być ciężka, bo takie miniaturki lubię, więc choć jeden punkt spełniony.
UsuńWiem, że reakcja była czasami aż nadto emocjonalna, ale sama uzasadniłaś dlaczego :D Chciałbym też zwrócić uwagę na to, że ona wcale nie chciała się zabić, no może trochę xd, ale było to raczej powiedziane w nerwach. Każdy z nas tak chyba czasami mówi, jednak wiele zbiegów okoliczności i to, że chciała się skrzywdzić spowodowały taki stan rzeczy, a nie inny.
Z tym Draconem i Bellatrix, dziękuję ci bardzo za docenienie tego aspektu <3 . Z całej tej miniaturki, chyba najwięcej czasu i poprawek poświęciłam właśnie na ten wątek.
Bardzo chętnie wpadnę być może nawet dzisiaj wieczorem ;)
Bardzo dziękuję za komentarz, oby więcej takich :*